ARTYKUŁY
Juliusz Kossak – w 200. rocznicę urodzin

Józef Simmler, Portret Juliusza Kossaka, źródło
Wikimedia
Autor: Hanna Sztuka
“Wiadomo powszechnie, że nikt przed Juliuszem Kossakiem ani nikt po nim
nie rozsławił tak imienia konia polskiego i jego hodowli jak uczynił to on sam. Dlatego malarz ten
szczególnie zasłużył sobie na przypomnienie w środowisku miłośników konia polskiego".
Niektórzy polscy artyści, każdy na swój sposób, to postacie mocno zmitologizowane. Należał i należy
do nich Juliusz Kossak wysuwając się na czoło tej grupy.
Znalazł się w awangardzie ikon XIX- wiecznego polskiego malarstwa, obok Matejki, Grottgera i Brandta.
Mit malarski Kossaka zamyka się w
kilku symbolach: koń, rycerska szabla, sarmacka
historia.
Baśń staromodna opowiadana przy kominku przez wiekowe damy i odwiecznych kawalerów. Komu
opowiadana? Zdumiewające, że nieodmiennie młodym i najmłodszym ze współczesnych
kolekcjonerów.
Wincenty Łoś w „
Tygodniku Ilustrowanym” tak charakteryzował twórczość Juliusza Kossaka:
Indywidualizm Kossaka sprawił, że
on dokonał jednej z najtrudniejszych sztuk malarskich, że przemówił do szerokich kół, poruszył niemi
na bardzo długo i to za pomocą nie olbrzymich rozmiarami i szczęśliwych treścią obrazków, tylko za
pomocą akwarelek.
Wawrzyniec Fredro w poselstwie do Stambułu
Juliusz Kossak był
malarzem silnie związanym z polską literaturą, jednak nie dawał natchnienia pisarzom jak Matejko.
Podążał bowiem za polską poezją, za wizją literacką powieści, przekładając język słów na kształt i
barwę.
Człowiekiem, który wywarł ogromny wpływ na jego
sposób postrzegania konia w obrazach był niewątpliwie Juliusz
Dzieduszycki, hodowca i arystokrata pielęgnujący romantyczną legendę Wacława Rzewuskiego, polskiego Emira.
Wokół postaci Rzewuskiego powstało wiele legend. Potomek hetmanów
nie został wielkim człowiekiem, życie strwonił na realizowaniu romantycznych marzeń. Nie zapisał się
w historii, lecz za to dostał się do historii literatury, a przez nią i do historii malarstwa. I tak
oto niedościgły Farys miał na polskiej Ukrainie, na Podolu licznych następców. Jednym z nich był
właśnie Juliusz Dzieduszycki.
Wyjazd na polowanie w Krzeszowicach
Juliusz Kossak miał w hr.
Dzieduszyckim nie tylko przyjaciela i mecenasa, lecz także mistrza, który nauczył go patrzeć na
konia arabskiego, tak bliskiego sercu słynnego hodowcy. To z Juliuszem Dzieduszyckim poznał Kossak
Podole, wraz z jego kolorytem i znakomitymi końmi. Jak pisał Stanisław Tomczykiewicz w 1899
roku:
Nie dziw, że
oglądając z Juliuszem hr. Dzieduszyckim na Wschodzie potomków słynnej klaczy Mahometa, Kossak
zachował na zawsze w pamięci typ niewielkiego bachmata, o oku żywym, otwartych nozdrzach, grzywie
bujnej, długim, odsadzistym ogonie. To pojęcie rumaka nigdy go już nie opuści [...] Ideałem jego
pozostanie na zawsze latawiec Emira Rzewuskiego, o którym mówi Słowacki : “Koń jego arabski, był
biały bez skazy”.
Wjazd Jana III Sobieskiego do Wiednia
Juliusz Kossak – narodziny artysty
W „Herbarzu Polski” znajdujemy następujący zapis: Kossak Michał ur. 1798, radca kryminalny w Wiśniczu, zaślubił Antoninę
Sobolewską, współdziedziczkę Knihinina. Juliusz Kossak urodził się więc w Wiśniczu, 29 października 1824 roku i był najstarszym z piątki dzieci w
rodzinie Kossaków.
Miał 10 lat, gdy ojciec
zmarł. Rodzina już wtedy od kilku lat rezydowała we Lwowie.
Zgodnie z wolą ojca, Juliusz ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie Lwowskim. Jednak jeszcze w szkole Bazylianów Juliusz wykazywał
wielką zdolność do rysunków, znajdując uznanie wśród kolegów i profesorów.
Pachołek z koniem
Po studiach, korzystając z pierwszej nadarzającej się okazji, młody
adept prawa wyruszył w pierwszą artystyczną podróż (1844). Postanowił zostać malarzem. Trudno dziś
odtworzyć wszystkie etapy tej młodzieńczej podróży. Z pewnością był Kossak u Dzieduszyckich: Kazimierza w Niesłuchowie, Juliusza w Jarczowcach i Władysława w
Jezupolu.
Gościł w Antoninach Potockich, Sławucie Sanguszków, Sawraniu Rzewuskich, Łańcucie Potockich,
Rajtarowicach Władysława Rozwadowskiego, a także w Białej
Cerkwi Władysława Branickiego, który był jego kolejnym mecenasem i przyjacielem.
Stadnina Hetmańska Jana Tarnowskiego
Poznał zatem słynne i zasłużone stadniny, z których wywodzi się
współczesna hodowla polskich arabów, a konie szczególnie
wyróżniające się portretował na zamówienie ich właścicieli. W Łańcucie Kossak spotkał Piotra Michałowskiego, uznanego już wówczas malarza, który radził
młodemu koledze: Młodzieńcze, jeśli chcesz konie malować, do czego
widzę w tobie urodzony talent, ucz się przede wszystkim anatomii konia - bez tego, przyszłość twego
talentu zwichnięta. Przyszłość dowiodła, że młody Kossak posłuchał tej cennej rady.
Pierwsze rysunki koni, jeszcze trochę nieśmiałe, jakby nieporadne i
nieco sztywne, zdradzają już jednak skalę talentu i – co najważniejsze – instynktowne zrozumienie
konia. Zachowały się portrety koni czystej krwi arabskiej ze stada Juliusza Dzieduszyckiego,
sprowadzonych z pustyni: ogiera Koheylana oraz klaczy Gazelli, Mlechy i Sahary – wszystkie malowane
w roku 1845 w Jarczowcach.
Wyjazd na polowanie z sokołem
Juliusz Kossak znakomicie w
swoich akwarelach odtwarzał charakterystyczne cechy budowy koni: rysunek głowy, ustawienie szyi,
kształt zadu czy odcienie maści. Te portrety są dla współczesnych hodowców cennym źródłem
studiów.
Sztychy koni w stylu angielskim
oddawały jednak z wdziękiem właściwym Kossakowi polskie realia. Potrafił jak nikt inny oddać cechy
charakterystyczne dla rasy, typu czy indywidualności konia. Obrazy ze scenami polowań, koni i psów
stanowiły nieodzowną dekorację gabinetów, pokoi myśliwskich i sieni XIX-wiecznych domów
polskich.
Luzak pancernych na tle bitwy
Już w tym pierwszym okresie dostrzec
można podstawowe źródła sztuki Juliusza Kossaka, przesądzające o charakterze jego stylu. Będą nimi
stadniny koni, konie polskie i orientalne oraz batalistyczne sceny w stylu Horacego Verneta. Już w młodzieńczym
okresie twórczości znalazł Kossak jednak własny styl malowania konia.
Wincenty Morawski, życzliwie obserwujący rozwój artystyczny młodego
Kossaka tak pisał o nim w roku 1849: Rysunki jego z natury wierne
jak dagerotyp. Kompozycje bujne i pięknie grupowane, tym piękniej, że będąc uczniem natury i własnej
zdolności, nie zna prawideł akademicznych i swobodnie wyobraźnią buja. Jego „force”, są szkice
ołówkiem, piórem i akwarelą, gdzie konie niepospolitą rolę grają.
Mohort prezentujący stadninę
Na szerokie wody
Juliusz
Kossak potrafił umiejętnie kojarzyć europejskie tradycje malarstwa
rodzajowego z rodzimą tematyką, nie mającą w sztuce innych krajów analogii. Specyfika życia
polskiego na kresach była tak egzotyczna, że nie oparli się jej czarowi najbardziej krytycznie
nastawieni przybysze.
Liczne relacje obcych
podróżników po Polsce są tego wymownym dowodem. To wszystko dostrzegał także Juliusz Kossak
utrwalając w ogromnej ilości rysunków, akwarel i obrazów olejnych.
Portret konny hrabiego Adama Potockiego
Głównym bohaterem tych dzieł był koń, podpatrywany we wszystkich wcieleniach wielowiekowej służby dla dobra
człowieka.
Pozostając myślami wśród żyjących w
tabunach koni, opuszczał Juliusz Kossak gościnne Podole, udając się do Petersburga (1851) wraz z Władysławem
Branickim, właścicielem Białej Cerkwi. Poznał tam nie tylko liczne dzieła sztuki , lecz także
zdobył uznanie wśród tamtejszej artystycznie wyrobionej publiczności.
W stajni
Po rocznym pobycie w Petersburgu artysta powrócił do kraju.
Droga prowadziła przez Warszawę. Tu jednak zabrakło Juliuszowi możnych mecenasów. Chcąc ratować
nadszarpnięte fundusze, chwytał się dość intratnego wówczas zajęcia – retuszu
fotografii.
Przy tej pedantycznej i nudnej
„twórczości”, artysta nie zapomniał o swoim powołaniu. Los się odmienił w 1854 roku, kiedy
rodzina Potockich zwróciła się do artysty o upamiętnienie żołnierskiej śmierci Stefana Potockiego pod Żółtymi Wodami. Była to pierwsza próba sił
młodego malarza na niwie szczególnie wówczas cenionego malarstwa
batalistyczno-historycznego.
Mlecha
Niewątpliwie „
Bitwa pod Żółtymi Wodami” to jeden z najważniejszych obrazów w twórczości Juliusza Kossaka.
Stanisław Witkiewicz wygłosił ciekawą opinię na temat tego dzieła: Kossak już bardzo wcześnie, w samym początku swojej pracy nadawał koniom całkiem prawdziwe,
lub bardzo bliskie prawdy, ruchy. W obrazie przedstawiającym bitwę pod Żółtymi Wodami, biały koń
stający dęba pod Stefanem Potockim, jest identycznie zgodny w ruchu, z końmi odtworzonymi przy
pomocy migawkowej fotografii, a obraz ten był malowany w r.1854. Fotografię migawkową datuje
się na rok 1888.
Książę Józef Poniatowski na Szumce
Z Paryża do Krakowa
W 1854 roku Juliusz Kossak spotkał w Warszawie kobietę swojego
życia i w tym samym roku Zofia Gałczyńska, córka oficera
wojsk Królestwa, została jego żoną. Młoda para wybrała się w podróż poślubną do Paryża, gdzie artysta spędził 4 lata, studiując malarstwo.
Tam, w noc
sylwestrową 1856 roku przyszli na świat bliźniacy: Tadeusz i Wojciech. Malarska dynastia
Kossaków doczekała się następcy tronu. Pierwsze kroki w stolicy Francji skierował Juliusz do
pracowni Horacego Verneta. Ale mistrz pochłonięty zamówieniami nie kwapił się do opieki nad młodym
Polakiem. Wydał Vernet co prawda niezwykle pochlebną opinię o talencie Polaka, ale na tym edukacja
się zakończyła.
Tadeusz Kościuszko z Kosynierami
Po czterech udanych latach pobytu w Paryżu Kossak powrócił z
rodziną do Warszawy (1860). Tu otworzył się nowy rozdział w jego twórczości, kiedy to obejął
kierownictwo działu graficznego „Tygodnika Ilustrowanego” (1862).
Powstałe
w tym czasie ilustracje poematów Wincentego Pola, Adama Mickiewicza, a nieco później arcydzieł
Henryka Sienkiewicza, pozwoliły Juliuszowi Kossakowi zająć zaszczytne miejsce obok Jana Matejki i
Artura Grottgera.
Z myślą o dalszych studiach, Juliusz Kossak wyjechał do
Monachium (1868), gdzie zabawił niecałe dwa lata. Pobyt w Monachium nie pozostawił jednakże na
sztuce Juliusza większego piętna. Jego styl był już na tyle ugruntowany, że jakiekolwiek
wpływy z zewnątrz utwierdzały jedynie artystę w słuszności obranej drogi.
Nie znajdziemy w jego dorobku niczego, co by się dało utożsamić z mianem „szkoły
monachijskiej”, tak charakterystycznej dla twórczości Józefa Brandta, Józefa Chełmońskiego czy
Alfreda Wierusz-Kowalskiego.
Juliusz Dzieduszyncki na Azecie
Opuściwszy obce mu Monachium, Kossak powrócił do
Warszawy, by po krótkim wahaniu osiąść na stałe w Krakowie. Pracował tam Jan Matejko i nastrój
starej stolicy tworzył swoisty mikroklimat, doskonale odpowiadający mentalności i upodobaniom
Juliusza. W tamtych latach atmosfera polityczna w Galicji była dla Polaków dużo bardziej przyjazna
niż w silnie rusyfikowanym Królestwie.
W zacisznej pracowni niewielkiego
podkrakowskiego dworku powstaną teraz - w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych -
najwybitniejsze dzieła jego talentu. Nagromadzone w czasie licznych wędrówek szkice i studia, a
także zbiory dzieł sztuki, głównie broni, tkanin i strojów, tworzą niezbędne uzupełnienie nadal
żywej i niewygasającej wyobraźni.
Biały ogier arabski w stajni
Juliusz Kossak – malarz „Sarmatów”
Chociaż w początkowym okresie twórczości Juliusz Kossak
pozostawał pod wpływem grafiki angielskiej i Horacego Verneta, to jednak w miarę upływu czasu
stopniowo wyzwalał się spod tej kurateli, aby już w okresie warszawsko-monachijskim (1860-1870)
znaleźć własne, całkowicie odrębne oblicze.
Malarstwo Kossaka jest portretem
mniejszych i większych polskich rodzin szlacheckich przedstawianych na polowaniu albo w otoczeniu
stada koni. Juliusz Kossak uwiecznił w ten sposób historię narodu i jego konnych herosów, jak
Czarniecki, Sobieski czy Poniatowski. Cykle obrazów Kossaka ukazywały rodziny Potockich, Zamoyskich,
Tyszkiewiczów czy Morsztynów. Jednak za najwspanialszy cykl uważany jest sławny do dzisiaj cykl tzw.
fredrowski.
Jan Aleksander Fredro, kolejny mecenas i serdeczny przyjaciel
Juliusza Kossaka, towarzysz broni z kampanii 1848 roku, zamówił u niego cykl obrazów, wśród których
znalazło się dzieło „Wawrzyniec Fredro wjeżdża w poselstwie do Stambułu” (1883).
Stanisław Witkiewicz, który ocenił tę kompozycję bardzo wysoko, tak o niej napisał:
Malując wjazd posła Rzeczypospolitej, Kossak chciał wyrazić i wyraził tę samą przewagę duszy nad
materyalną siłą, którą tyle razy pokazał już wśród szczęku i huku bitew. Pośród tłumu baszów,
lśniących jedwabiem i złotogłowiem, bogactwem futer, broni, rzędów, i wspaniałością koni, wśród
ciżby janczarów, tureckiej jazdy i ścisku pospólstwa, bez żadnego orszaku, bez żadnych dekoracyi,
dodającej przepychu i powagi jedzie sam, na białym koniu, Wawrzyniec Fredro. Koń i człowiek zdają
się widzeniem z bajki, wywołanem czarodziejskim zaklęciem. Piękny jak zaczarowany królewicz,
wytworny, rozumny i wyższy swoim wyrazem wyrafinowanej kultury, swobody i poczucia godności, nad
cały ten tłum sułtańskich niewolników, jedzie on na koniu, któremu równego nie ma w całym tłumie.
Kossak w obrazie tym pokazał, jak daleko może sięgać wyrażanie myśli środkami malarskiemi, bez
uciekania się do symbolicznych znaków i sztucznych sugestyi i umysłu widza. A jednak obraz ten jest
nie tylko ilustracją danego wypadku, jest on symbolem tego, co czasem było naprawdę w dziejach, a o
czym zawsze musiała marzyć każda wzniosła czująca i duchem płomiennym przejęta dusza.
Stadnina na Podolu
Wołyń i Podole, kwintesencja Kresów
Dla dzisiejszych
odbiorców sztuki Juliusza Kossaka, a przede wszystkim hodowców koni szlachetnych i arabskich, jego
obrazy są źródłem obserwacji dotyczących ówczesnego typu koni. Juliusz Kossak umiał jak nikt oddać
cechy charakterystyczne dla rasy, typu czy indywidualności konia.
U Kossaka
jak arab - to pustynny, na stepie – „ polski”, jak szlachcic dosiadał konia to szlachetnego,
jak Żyd czy chłop to mierzyna. Tak na przykład obraz „Stadnina na Podolu” – na bezkresnym
stepie, w cieniu brogu pasie się stado koni, z całą pewnością orientalnych.
Na obrazie widzimy sekwencje jakie dziś możemy zarejestrować na fotografii : klacze
karmiące źrebięta, konie spoglądające na człowieka, jedna klacz odpędza drugą, która zanadto
zbliżyła się do jej źrebaka czy drapiące się nawzajem koleżanki. Sądząc po maściach, odmianach i
budowie, stado w dużej mierze pochodzi po silnie stemplujących ogierach, tak jest wyrównane w
typie.
Charakterystyczna dla Juliusza Kossaka jest niewielka liczba koni
gniadych. Czy on takich nie lubił, czy nasi przodkowie, trudno powiedzieć. Ale w dawnych stadach być
może pod wpływem siwych pustynnych importów, gniadych koni nie było wiele. Nieco w głębi, nie
zakłócając swobody zwierząt, troje pastuchów czuwa przy ognisku. W obrazie tym uderza harmonia,
koni, ludzi, pejzażu i pogody. Całość odczytać można jako daleki od naiwności wizerunek raju…
Juliusz Kossak zachował szczególny sentyment do koni
szlachetnych, zwłaszcza w typie dawnego konia polskiego. Koń ten był szczególnie atrakcyjnym tematem
dla wielu artystów. Żaden z nich jednak nie przekazał nam w miarę wiernego i obiektywnego wyglądu
tego konia, a jedynie mniej lub bardziej fantazyjne i stylizowane wyobrażenia.
Dokonał tego dopiero Juliusz Kossak. Juliusz Kossak po mistrzowsku potrafił wydobyć
piękno konia arabskiego, ale też jego temperament, spojrzenie, elegancję i harmonię ruchów, a można
powiedzieć duszę.
Dynastia Kossaków
Juliusz Kossak był
założycielem wszechstronnie uzdolnionej, zarówno malarsko, jak i literacko, familii. Malarze to
protoplasta Juliusz, jego bezdzietnie zmarły brat – Leon, uczestnik powstań, zesłany na Sybir,
amatorsko zajmujący się akwarelą: syn Juliusza i kontynuator – Wojciech, syn Wojciecha – Jerzy; wreszcie drugi wnuk Juliusza, syn Stefana, brata Wojciecha – Karol.
W trzecim pokoleniu, u obu córek Wojciecha ujawniły się zdolności literackie. Mamy tu
słynną poetkę Marię Pawlikowską-Jasnorzewską oraz pisarkę Magdalenę Starzewską-Niewidowską, piszącą
pod pseudonimem Magdalena Samozwaniec, oraz córkę Tadeusza, bliźniaczego brata Wojciecha, Zofię
Kossak-Szczucką-Szatkowską.
W ostatnim czasie głośna stała się również
postać prawnuczki Juliusza, córki Jerzego, wnuczki Wojciecha – Simony Kossak, która jako
profesor nauk leśnych stała się jedną z pierwszych osób popularyzujących w Polsce ekologię
behawioralną ssaków. W listopadzie 2024 wszedł do polskich kin film „Simona Kossak”,
ukazujący tę niezwykłą kobietę.
Juliusz Kossak zmarł w Krakowie 3 lutego
1899 roku. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska w wierszu „Dziadunio” tak sportretowała Juliusza
Kossaka:
…Malował z rozrzewnieniem i słońcem
siwki, grzywki, kopytka tańczące i lśniące
oczy pełniejsze
ognia od oczu Hiszpanek
i zady roztęczone jak bańki
mydlane,
jak grupy grzybków, barwne miasteczka i chaty,
i łąki, dziedziców jak sumy wąsatych…
Bibliografia: Herbarz Polski,
t.XI, cz. 1.
Krzysztofowicz-Kozakowska Stefania, www.Legendy Polskiego
jeździectwa /Juliusz Kossak.
Ledóchowski Stanisław, Juliusz Kossak - piewca urody
konia, Koń Polski Rok VII.Nr1(29)1973 .
Masłowski Maciej, Juliusz Kossak,
Warszawa 1984.
Olszański Kazimierz, Juliusz Kossak, 2000.
Witkiewicz Stanisław, Juliusz Kossak, Lwów 1906.