NOWOŚCI
2024-12-15
Juliusz Kossak – w 200. rocznicę urodzin

Józef Simmler, Portret Juliusza Kossaka, źródło
Wikimedia
Autor: Hanna Sztuka
“Wiadomo powszechnie, że nikt przed Juliuszem Kossakiem ani nikt po nim nie rozsławił tak
imienia konia polskiego i jego hodowli jak uczynił to on sam. Dlatego malarz ten szczególnie
zasłużył sobie na przypomnienie w środowisku miłośników konia polskiego". Niektórzy polscy
artyści, każdy na swój sposób, to postacie mocno zmitologizowane. Należał i należy do
nich Juliusz Kossak wysuwając się na czoło tej
grupy. Znalazł się w awangardzie ikon XIX- wiecznego polskiego malarstwa, obok Matejki, Grottgera i Brandta.
Mit malarski Kossaka zamyka się w kilku
symbolach: koń, rycerska szabla, sarmacka
historia.
Baśń staromodna
opowiadana przy kominku przez wiekowe damy i odwiecznych kawalerów. Komu opowiadana? Zdumiewające,
że nieodmiennie młodym i najmłodszym ze współczesnych
kolekcjonerów.
Wincenty Łoś w „ Tygodniku Ilustrowanym”
tak charakteryzował twórczość Juliusza Kossaka:
Indywidualizm Kossaka sprawił, że on dokonał jednej z najtrudniejszych sztuk malarskich, że
przemówił do szerokich kół, poruszył niemi na bardzo długo i to za pomocą nie olbrzymich rozmiarami
i szczęśliwych treścią obrazków, tylko za pomocą akwarelek.
Wawrzyniec Fredro w poselstwie
do Stambułu
Juliusz Kossak był malarzem silnie związanym z
polską literaturą, jednak nie dawał natchnienia pisarzom jak Matejko. Podążał bowiem za polską
poezją, za wizją literacką powieści, przekładając język słów na kształt i
barwę.
Człowiekiem, który wywarł ogromny wpływ na jego sposób postrzegania
konia w obrazach był niewątpliwie Juliusz Dzieduszycki,
hodowca i arystokrata pielęgnujący romantyczną legendę Wacława
Rzewuskiego, polskiego Emira.
Wokół postaci Rzewuskiego
powstało wiele legend. Potomek hetmanów nie został wielkim człowiekiem, życie strwonił na
realizowaniu romantycznych marzeń. Nie zapisał się w historii, lecz za to dostał się do historii
literatury, a przez nią i do historii malarstwa. I tak oto niedościgły Farys miał na polskiej
Ukrainie, na Podolu licznych następców. Jednym z nich był właśnie Juliusz
Dzieduszycki.
Wyjazd na polowanie w
Krzeszowicach
Juliusz Kossak miał w hr. Dzieduszyckim nie tylko
przyjaciela i mecenasa, lecz także mistrza, który nauczył go patrzeć na konia arabskiego, tak
bliskiego sercu słynnego hodowcy. To z Juliuszem Dzieduszyckim poznał Kossak Podole, wraz z jego
kolorytem i znakomitymi końmi. Jak pisał Stanisław Tomczykiewicz w 1899
roku:
Nie dziw, że oglądając z Juliuszem
hr. Dzieduszyckim na Wschodzie potomków słynnej klaczy Mahometa, Kossak zachował na zawsze w pamięci
typ niewielkiego bachmata, o oku żywym, otwartych nozdrzach, grzywie bujnej, długim, odsadzistym
ogonie. To pojęcie rumaka nigdy go już nie opuści [...] Ideałem jego pozostanie na zawsze latawiec
Emira Rzewuskiego, o którym mówi Słowacki : “Koń jego arabski, był biały bez
skazy”.
Wjazd Jana III Sobieskiego do
Wiednia
Juliusz Kossak – narodziny artysty
W „Herbarzu
Polski” znajdujemy następujący zapis: Kossak Michał ur. 1798,
radca kryminalny w Wiśniczu, zaślubił Antoninę Sobolewską, współdziedziczkę Knihinina.
Juliusz Kossak urodził się więc w Wiśniczu, 29 października
1824 roku i był najstarszym z piątki dzieci w rodzinie
Kossaków.
Miał 10 lat, gdy ojciec zmarł. Rodzina już wtedy od
kilku lat rezydowała we Lwowie. Zgodnie z wolą ojca,
Juliusz ukończył studia prawnicze na Uniwersytecie
Lwowskim. Jednak jeszcze w szkole Bazylianów Juliusz wykazywał wielką zdolność do
rysunków, znajdując uznanie wśród kolegów i profesorów.
Pachołek z
koniem
Po studiach, korzystając z pierwszej nadarzającej się okazji,
młody adept prawa wyruszył w pierwszą artystyczną podróż (1844). Postanowił zostać malarzem. Trudno
dziś odtworzyć wszystkie etapy tej młodzieńczej podróży. Z pewnością był Kossak u
Dzieduszyckich: Kazimierza w Niesłuchowie, Juliusza w
Jarczowcach i Władysława w Jezupolu.
Gościł w Antoninach Potockich, Sławucie Sanguszków, Sawraniu Rzewuskich, Łańcucie
Potockich, Rajtarowicach Władysława Rozwadowskiego, a także w Białej Cerkwi Władysława Branickiego, który był jego kolejnym mecenasem i
przyjacielem.
Stadnina Hetmańska Jana
Tarnowskiego
Poznał zatem słynne i zasłużone stadniny, z których
wywodzi się współczesna hodowla polskich arabów, a
konie szczególnie wyróżniające się portretował na zamówienie ich właścicieli. W Łańcucie Kossak
spotkał Piotra Michałowskiego, uznanego już wówczas
malarza, który radził młodemu koledze: Młodzieńcze, jeśli
chcesz konie malować, do czego widzę w tobie urodzony talent, ucz się przede wszystkim anatomii
konia - bez tego, przyszłość twego talentu zwichnięta. Przyszłość dowiodła, że młody Kossak
posłuchał tej cennej rady.
Pierwsze rysunki koni, jeszcze trochę nieśmiałe,
jakby nieporadne i nieco sztywne, zdradzają już jednak skalę talentu i – co najważniejsze –
instynktowne zrozumienie konia. Zachowały się portrety koni czystej krwi arabskiej ze stada Juliusza
Dzieduszyckiego, sprowadzonych z pustyni: ogiera Koheylana oraz klaczy Gazelli, Mlechy i Sahary –
wszystkie malowane w roku 1845 w Jarczowcach.
Wyjazd na polowanie z
sokołem
Juliusz Kossak znakomicie w swoich akwarelach odtwarzał
charakterystyczne cechy budowy koni: rysunek głowy, ustawienie szyi, kształt zadu czy odcienie
maści. Te portrety są dla współczesnych hodowców cennym źródłem
studiów.
Sztychy koni w stylu angielskim oddawały jednak z
wdziękiem właściwym Kossakowi polskie realia. Potrafił jak nikt inny oddać cechy charakterystyczne
dla rasy, typu czy indywidualności konia. Obrazy ze scenami polowań, koni i psów stanowiły
nieodzowną dekorację gabinetów, pokoi myśliwskich i sieni XIX-wiecznych domów
polskich.
Luzak pancernych na tle
bitwy
Już w tym pierwszym okresie dostrzec można podstawowe
źródła sztuki Juliusza Kossaka, przesądzające o charakterze jego stylu. Będą nimi stadniny koni, konie polskie i orientalne oraz batalistyczne sceny w stylu Horacego Verneta. Już w młodzieńczym
okresie twórczości znalazł Kossak jednak własny styl malowania
konia.
Wincenty Morawski, życzliwie obserwujący rozwój artystyczny
młodego Kossaka tak pisał o nim w roku 1849: Rysunki jego z
natury wierne jak dagerotyp. Kompozycje bujne i pięknie grupowane, tym piękniej, że będąc uczniem
natury i własnej zdolności, nie zna prawideł akademicznych i swobodnie wyobraźnią buja. Jego
„force”, są szkice ołówkiem, piórem i akwarelą, gdzie konie niepospolitą rolę
grają.
Mohort prezentujący
stadninę
Na szerokie wody
Juliusz Kossak
potrafił umiejętnie kojarzyć europejskie tradycje malarstwa
rodzajowego z rodzimą tematyką, nie mającą w sztuce innych krajów analogii. Specyfika życia
polskiego na kresach była tak egzotyczna, że nie oparli się jej czarowi najbardziej krytycznie
nastawieni przybysze.
Liczne relacje obcych podróżników po Polsce są
tego wymownym dowodem. To wszystko dostrzegał także Juliusz Kossak utrwalając w ogromnej ilości
rysunków, akwarel i obrazów olejnych.
Portret konny hrabiego Adama
Potockiego
Głównym bohaterem tych dzieł był koń, podpatrywany we wszystkich wcieleniach wielowiekowej służby
dla dobra człowieka.
Pozostając myślami wśród żyjących w tabunach
koni, opuszczał Juliusz Kossak gościnne Podole, udając się do Petersburga (1851) wraz z Władysławem
Branickim, właścicielem Białej Cerkwi. Poznał tam nie tylko liczne dzieła sztuki , lecz także
zdobył uznanie wśród tamtejszej artystycznie wyrobionej
publiczności.
W
stajni
Po rocznym pobycie w Petersburgu artysta powrócił do
kraju. Droga prowadziła przez Warszawę. Tu jednak zabrakło Juliuszowi możnych mecenasów. Chcąc
ratować nadszarpnięte fundusze, chwytał się dość intratnego wówczas zajęcia –
retuszu fotografii.
Przy tej pedantycznej i nudnej
„twórczości”, artysta nie zapomniał o swoim powołaniu. Los się odmienił w 1854 roku, kiedy
rodzina Potockich zwróciła się do artysty o upamiętnienie żołnierskiej śmierci Stefana Potockiego pod Żółtymi Wodami. Była to pierwsza próba sił
młodego malarza na niwie szczególnie wówczas cenionego malarstwa batalistyczno-historycznego.
Mlecha
Niewątpliwie „ Bitwa pod Żółtymi Wodami” to jeden z
najważniejszych obrazów w twórczości Juliusza Kossaka. Stanisław Witkiewicz wygłosił ciekawą opinię
na temat tego dzieła: Kossak już bardzo wcześnie, w samym
początku swojej pracy nadawał koniom całkiem prawdziwe, lub bardzo bliskie prawdy, ruchy. W obrazie
przedstawiającym bitwę pod Żółtymi Wodami, biały koń stający dęba pod Stefanem Potockim, jest
identycznie zgodny w ruchu, z końmi odtworzonymi przy pomocy migawkowej fotografii, a obraz ten był
malowany w r.1854. Fotografię migawkową datuje się na rok
1888.
Książę Józef Poniatowski na
Szumce
Z Paryża do Krakowa
W 1854 roku
Juliusz Kossak spotkał w Warszawie kobietę swojego życia i w tym samym roku Zofia Gałczyńska, córka oficera wojsk Królestwa, została jego
żoną. Młoda para wybrała się w podróż poślubną do
Paryża, gdzie artysta spędził 4 lata, studiując
malarstwo.
Tam, w noc sylwestrową 1856 roku przyszli na świat
bliźniacy: Tadeusz i Wojciech. Malarska dynastia
Kossaków doczekała się następcy tronu. Pierwsze kroki w stolicy Francji skierował Juliusz do
pracowni Horacego Verneta. Ale mistrz pochłonięty zamówieniami nie kwapił się do opieki nad młodym
Polakiem. Wydał Vernet co prawda niezwykle pochlebną opinię o talencie Polaka, ale na tym edukacja
się zakończyła.
Tadeusz Kościuszko z
Kosynierami
Po czterech udanych latach pobytu w Paryżu Kossak
powrócił z rodziną do Warszawy (1860). Tu otworzył się nowy rozdział w jego twórczości, kiedy to
obejął kierownictwo działu graficznego „Tygodnika Ilustrowanego”
(1862).
Powstałe w tym czasie ilustracje poematów Wincentego Pola, Adama
Mickiewicza, a nieco później arcydzieł Henryka Sienkiewicza, pozwoliły Juliuszowi Kossakowi
zająć zaszczytne miejsce obok Jana
Matejki i Artura
Grottgera.
Z myślą o dalszych studiach, Juliusz Kossak
wyjechał do Monachium (1868), gdzie zabawił niecałe dwa lata. Pobyt w Monachium nie pozostawił
jednakże na sztuce Juliusza większego piętna. Jego styl był już na tyle ugruntowany, że
jakiekolwiek wpływy z zewnątrz utwierdzały jedynie artystę w słuszności obranej
drogi.
Nie znajdziemy w jego dorobku niczego, co by się dało
utożsamić z mianem „szkoły monachijskiej”, tak charakterystycznej dla twórczości Józefa Brandta, Józefa
Chełmońskiego czy Alfreda
Wierusz-Kowalskiego.
Juliusz Dzieduszyncki na
Azecie
Opuściwszy obce mu Monachium, Kossak powrócił do Warszawy, by
po krótkim wahaniu osiąść na stałe w Krakowie. Pracował tam Jan Matejko i nastrój starej stolicy
tworzył swoisty mikroklimat, doskonale odpowiadający mentalności i upodobaniom Juliusza. W tamtych
latach atmosfera polityczna w Galicji była dla Polaków dużo bardziej przyjazna niż w silnie
rusyfikowanym Królestwie.
W zacisznej pracowni niewielkiego
podkrakowskiego dworku powstaną teraz - w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych -
najwybitniejsze dzieła jego talentu. Nagromadzone w czasie licznych wędrówek szkice i studia, a
także zbiory dzieł sztuki, głównie broni, tkanin i strojów, tworzą niezbędne uzupełnienie nadal
żywej i niewygasającej wyobraźni.
Biały ogier arabski w
stajni
Juliusz Kossak – malarz „Sarmatów”
Chociaż w początkowym okresie twórczości Juliusz Kossak
pozostawał pod wpływem grafiki angielskiej i Horacego Verneta, to jednak w miarę upływu czasu
stopniowo wyzwalał się spod tej kurateli, aby już w okresie warszawsko-monachijskim (1860-1870)
znaleźć własne, całkowicie odrębne oblicze.
Malarstwo Kossaka jest
portretem mniejszych i większych polskich rodzin szlacheckich przedstawianych na polowaniu albo w
otoczeniu stada koni. Juliusz Kossak uwiecznił w ten sposób historię narodu i jego konnych herosów,
jak Czarniecki, Sobieski czy Poniatowski. Cykle
obrazów Kossaka ukazywały rodziny Potockich, Zamoyskich, Tyszkiewiczów czy Morsztynów. Jednak
za najwspanialszy cykl uważany jest sławny do dzisiaj cykl
tzw. fredrowski.
Jan
Aleksander Fredro, kolejny mecenas i serdeczny przyjaciel Juliusza Kossaka, towarzysz broni z
kampanii 1848 roku, zamówił u niego cykl obrazów, wśród których znalazło się dzieło „Wawrzyniec Fredro wjeżdża w poselstwie do Stambułu”
(1883).
Stanisław Witkiewicz, który ocenił tę kompozycję
bardzo wysoko, tak o niej napisał: Malując wjazd posła
Rzeczypospolitej, Kossak chciał wyrazić i wyraził tę samą przewagę duszy nad materyalną siłą, którą
tyle razy pokazał już wśród szczęku i huku bitew. Pośród tłumu baszów, lśniących jedwabiem i
złotogłowiem, bogactwem futer, broni, rzędów, i wspaniałością koni, wśród ciżby janczarów, tureckiej
jazdy i ścisku pospólstwa, bez żadnego orszaku, bez żadnych dekoracyi, dodającej przepychu i powagi
jedzie sam, na białym koniu, Wawrzyniec Fredro. Koń i człowiek zdają się widzeniem z bajki,
wywołanem czarodziejskim zaklęciem. Piękny jak zaczarowany królewicz, wytworny, rozumny i wyższy
swoim wyrazem wyrafinowanej kultury, swobody i poczucia godności, nad cały ten tłum sułtańskich
niewolników, jedzie on na koniu, któremu równego nie ma w całym tłumie. Kossak w obrazie tym
pokazał, jak daleko może sięgać wyrażanie myśli środkami malarskiemi, bez uciekania się do
symbolicznych znaków i sztucznych sugestyi i umysłu widza. A jednak obraz ten jest nie tylko
ilustracją danego wypadku, jest on symbolem tego, co czasem było naprawdę w dziejach, a o czym
zawsze musiała marzyć każda wzniosła czująca i duchem płomiennym przejęta
dusza.
Stadnina na
Podolu
Wołyń i Podole, kwintesencja Kresów
Dla dzisiejszych odbiorców sztuki Juliusza Kossaka, a przede
wszystkim hodowców koni szlachetnych i arabskich, jego obrazy są źródłem obserwacji dotyczących
ówczesnego typu koni. Juliusz Kossak umiał jak nikt oddać cechy charakterystyczne dla rasy, typu czy
indywidualności konia.
U Kossaka jak arab - to pustynny, na
stepie – „ polski”, jak szlachcic dosiadał konia to szlachetnego, jak Żyd czy chłop to
mierzyna. Tak na przykład obraz „Stadnina na
Podolu” – na bezkresnym stepie, w cieniu brogu pasie się stado koni, z całą pewnością
orientalnych.
Na obrazie widzimy sekwencje jakie dziś możemy
zarejestrować na fotografii : klacze karmiące źrebięta, konie spoglądające na człowieka, jedna klacz
odpędza drugą, która zanadto zbliżyła się do jej źrebaka czy drapiące się nawzajem koleżanki. Sądząc
po maściach, odmianach i budowie, stado w dużej mierze pochodzi po silnie stemplujących ogierach,
tak jest wyrównane w typie.
Charakterystyczna dla Juliusza Kossaka
jest niewielka liczba koni gniadych. Czy on takich nie lubił, czy nasi przodkowie, trudno
powiedzieć. Ale w dawnych stadach być może pod wpływem siwych pustynnych importów, gniadych koni nie
było wiele. Nieco w głębi, nie zakłócając swobody zwierząt,
troje pastuchów czuwa przy ognisku. W obrazie tym uderza harmonia, koni, ludzi, pejzażu i pogody.
Całość odczytać można jako daleki od naiwności wizerunek
raju…
Juliusz Kossak zachował szczególny sentyment do koni
szlachetnych, zwłaszcza w typie dawnego konia polskiego. Koń ten był szczególnie atrakcyjnym tematem
dla wielu artystów. Żaden z nich jednak nie przekazał nam w miarę wiernego i obiektywnego wyglądu
tego konia, a jedynie mniej lub bardziej fantazyjne i stylizowane
wyobrażenia.
Dokonał tego dopiero Juliusz Kossak. Juliusz Kossak po mistrzowsku potrafił wydobyć piękno konia arabskiego,
ale też jego temperament, spojrzenie, elegancję i harmonię ruchów, a można powiedzieć
duszę.
Dynastia Kossaków
Juliusz Kossak był
założycielem wszechstronnie uzdolnionej, zarówno malarsko, jak i literacko, familii. Malarze to
protoplasta Juliusz, jego bezdzietnie zmarły brat – Leon, uczestnik powstań, zesłany na Sybir,
amatorsko zajmujący się akwarelą: syn Juliusza i kontynuator – Wojciech, syn Wojciecha – Jerzy; wreszcie
drugi wnuk Juliusza, syn Stefana, brata Wojciecha – Karol.
W trzecim pokoleniu, u obu córek Wojciecha
ujawniły się zdolności literackie. Mamy tu słynną poetkę Marię
Pawlikowską-Jasnorzewską oraz pisarkę Magdalenę
Starzewską-Niewidowską, piszącą pod pseudonimem Magdalena Samozwaniec, oraz córkę Tadeusza, bliźniaczego brata Wojciecha, Zofię Kossak-Szczucką-Szatkowską.
W
ostatnim czasie głośna stała się również postać prawnuczki Juliusza, córki Jerzego, wnuczki
Wojciecha – Simony Kossak, która jako profesor nauk
leśnych stała się jedną z pierwszych osób popularyzujących w Polsce ekologię behawioralną ssaków. W listopadzie 2024 wszedł do polskich kin
film „Simona Kossak”, ukazujący tę niezwykłą
kobietę.
Juliusz Kossak zmarł w Krakowie 3 lutego 1899 roku. Maria
Pawlikowska-Jasnorzewska w wierszu „Dziadunio” tak sportretowała Juliusza
Kossaka:
…Malował z rozrzewnieniem
i słońcem
siwki, grzywki, kopytka tańczące i
lśniące
oczy pełniejsze ognia od oczu
Hiszpanek
i zady roztęczone jak bańki
mydlane,
jak grupy grzybków, barwne miasteczka i
chaty,
i łąki, dziedziców jak sumy
wąsatych…
Bibliografia: Herbarz Polski, t.XI, cz.
1.
Krzysztofowicz-Kozakowska Stefania, www.Legendy
Polskiego jeździectwa /Juliusz Kossak.
Ledóchowski Stanisław, Juliusz Kossak - piewca urody konia, Koń Polski Rok
VII.Nr1(29)1973 .
Masłowski Maciej, Juliusz
Kossak, Warszawa 1984.
Olszański Kazimierz, Juliusz Kossak, 2000.
Witkiewicz Stanisław, Juliusz Kossak, Lwów 1906.