HODOWCY

Wspomnienie o Zygmuncie Braurze (1909-1999)
 
Zygmunt Braur w stroju arabskim , lata 70. XX w, fot.archiwum THPKA 

Autor: Maciej Paweł Grzechnik 

Zygmunt Braur, którego kolejna rocznica śmierci przypada na 6 stycznia, zajmuje w panteonie polskich hodowców koni arabskich miejsce szczególne

W swojej fantazji i umiłowaniu konia arabskiego przypominał żyjącego wiek wcześniej emira Wacława Rzewuskiego, który sprowadził do swojej stadniny bezcenne wierzchowce prosto z pustyń. Nazywano też pana Braura "emirem naszych czasów”.
(Antoni Święcki “Koń Polski” 1976 nr 4).

Zygmunt Braur - życzliwy dla wszystkich - w tym i dla studenta zootechniki, bez zapowiedzi pojawiającego się latem 1981 roku w Jego Oazie, któremu jako pierwszy pokazał araby i podzielił się wiedzą o nich - to już dziś hodowca legenda. W ogólnym zarysie Jego sylwetka jest znana, ale warto o ważnych faktach przypomnieć następnym pokoleniom. 

Zygmunt Braur na klaczy Murat-Hanum, fotografia z archiwum Zygmunta Braura podarowana autorowi na pamiątkę jego pobytu w Dobrowie, 1981 rok

Dedykacja Zygmunta Braura dla autora artykułu na zdjęciu powyżej 

Urodzony w 1909 roku w Kielcach, tam kończy gimnazjum im. Mikołaja Reja, a następnie studiuje w Szkole Rolniczej w Żyrowicach. Następnie pracuje przez kilka lat w majątkach ziemskich na Kielecczyźnie, aby w 1935 r. rozpocząć pracę w Kieleckiej Izbie Rolniczej jako asystent, a następnie inspektor hodowli zwierząt. Zajęcie to jednak nie jest dla Niego satysfakcjonujące, gdyż myśli o własnej hodowli. W 1937 r. kupuje 20 hektarowy nieużytek poleśny, położony we wsi Dobrów pod Staszowem - to tam powstanie Oaza Kuhailan.

Wtedy też kupuje dwie klacze chowane w czystości krwi arabskiej: Westalka II (Marzauk II - Westalka po Gazal II) i Rulete (Hermit or.ar. - Bystra po Marzouk II). Konie te oraz ich potomstwo zostają zrabowane, bądź zabite przez żołnierzy sowieckich w 1944 roku. Ostatecznie z 7 koni odzyskuje po wojnie 2 klacze, a za działalność w podziemiu zostaje przez komunistów skazany i uwięziony.

Zygmunt Braur z ukochaną klaczą Murcja w Dobrowie 1976, fot.A.Święcki; źródło : Koń Polski 4/1976

Hodowla, którą już znamy, rozpoczęła się w 1960 roku od zakupionych przez pana Zygmunta z likwidowanego Nowego Dworu, czystej krwi arabskiej klaczy Murcja 1959 (Comet - Muszkatela po Witraż) i Wielka Zorza 1945  (Wielki Szlem - Zorza Pełkińska po Nana Sahib). Obie klacze wywodziły się ze słynnej przed wojną, hodowli hrabiego Czartoryskiego z Pełkiń. Wielka Zorza dała w Dobrowie tylko jedno źrebię - klaczkę Wielka Este 1962 po El Trypoli, która po sprzedaży do Szwecji założyła tam własną linię. Murcja natomiast wyróżniła się w hodowli jako wyjątkowa matka, a jej dwie córki urodzone w Dobrowie kontynuowały linię, przy czym cenniejszą klaczą w tej hodowli okazała się Murat-Hanum 1974 po Muharyt, która uważana była w swoim czasie za najlepszą klacz w hodowli prywatnej w Polsce. 

Klacz Murcja 1959(Comet-Muszkatela po Witraż) perła hodowli Zygmunta Braura w Dobrowie, fot.A.Święcki; źródło : Koń Polski 4/1976

Dała szereg ogierów użytych w hodowli prywatnej; Murat-Akbar 1982 po Aloes, Murat-Nur 1984 po Banat, Murat-Gazon 1988 po Gazon oraz Murat-Bej po Gazon. Wybitnym koniem okazał się ogier Ben-Comet 1967 (Czardasz-Murcja po Comet), który był pierwszym koniem prywatnej hodowli po II wojnie światowej, dopuszczonym przez władze PRL do udziału w wyścigach na Służewcu, gdzie biegał bardzo dobrze przez cztery sezony. Ben Comet startował 25 razy z czego 8 gonitw wygrał. Po sprzedaży do USA, w stadninie Leona Rubina zasłynął nie tylko jako świetny koń pokazowy, ale także jako ojciec cennego potomstwa. Zygmunt Braur szczycąc się długie lata sprzedażą Ben-Cometa, jednocześnie zżymał się na komunistyczne władze, które przywłaszczyły sobie należne za sprzedaż dolary, wypłacając mu po oficjalnie zaniżonym wtedy kursie - złotówki. 
Hodując araby żył skromnie, może nawet ubogo, będąc hodowcą i rolnikiem pasjonatem w którego ogrodzie odnaleźć można było liczne ciekawe okazy botaniczne, a w obejściu rzadko wówczas spotykane na polskiej wsi, liczne rasowe zwierzęta. Począwszy od koni arabskich, poprzez krowy rasy jersey, liczny drób: indyki rasy mamut, chińskie gęsi, perliczki, pawie i bażanty, kaczki i gołębie, po pilnującego obejścia olbrzymiego psa, z wyglądu niczym niedźwiedź, tak też zwany; sznaucer niedźwiedzi, czyli nigdy nie strzyżony, o groźnym wyglądzie, brodacz monachijski oraz towarzyszące mu długowłose jamniki. To z powodu spotkania i krótkiej przyjaźni w Dobrowie, z tym imponującym i łagodnym brodaczem, pierwszym moim psem po studiach, był pies właśnie tej rasy. Zygmunt  Braur utrzymywał  ponadto 2 koniki polskie do transportu i pracy w gospodarstwie. Poza hodowlą koni i innych gatunków zwierząt zgromadził w swym gospodarstwie liczne okazy (często unikalne) drzew i krzewów (miododajne i ozdobne), a mianowicie: katalpy, cisy, jodły, modrzewie, jesiony (specjalnie prowadzone), kaktusy, tulipanowiec, wierzby usuryjskie, 36 odmian lip, 8 odmian klonów i inne.

Gniade kuhailany Zygmunta Braura na pastwisku w Dobrowie, na drugim planie dom mieszkalny gospodarza i otaczający go park, fot.A.Święcki; źródło : Koń Polski 4/1976

Niełatwe życie w Oazie Kuhailan - gdzie do sklepu daleko, żywienie oparte na tłustym mleku jerseyek, ziemniakach i chlebie kupionym raz w tygodniu - gospodarstwie państwa Krystyny i Zygmunta Braurów, naznaczone było przez rytm przyrody i potrzeby licznych gatunków mieszkających tu zwierząt. Mój niemal miesięczny pobyt w Dobrowie wpisywał się w ten rytm - karmienia, obsługi, porządków oraz pogadanek hodowlanych i opowieści „arabskich.” Sposób utrzymania koni w Dobrowie, upodobniony był do tradycyjnych metod, różnych od tych stosowanych ówcześnie, ale i teraz w stadninach państwowych, szczególnie w pobliskim Michałowie, gdzie konie utrzymywane są w systemie alkierzowym, sprzecznym z ich naturalnymi potrzebami.

Podstawą wychowu młodzieży był w Dobrowie wypas na 12-hektarowym wybiegu w okresie od maja do listopada przez całą dobę, a karmienie i czyszczenie odbywało się tylko w południe. Pan Zygmunt nocny pobyt koni na pastwisku, uważał za niezwykle cenny; „ze względu na ładunek ujemny jaki gromadził się nocą w części nadziemnej” spożywanej przez konie trawy. Zimą wszystkie konie korzystały z wybiegu w godz. 10 do 15. Dzięki takiemu systemowi wyrastały konie zdrowe i odporne na choroby.

Zimowe karmienie oparte było na sianie do woli. Źrebięta i konie dorosłe otrzymywały  mieszankę treściwą (owies + jęczmień + pszenica jara + żyto jare + bobik), źrebięta do woli, zaś konie dorosłe od 1 do 3 kg dziennie. Wiele godzin spędzonych na pogadankach pana Zygmunta, nie mogły pozostać bez wpływu na postrzeganie koni arabskich przez młodego adepta hodowli koni. Pomimo tego jednak, że Polska może uchodzić za ojczyznę konia arabskiego w Europie, to w latach 80-tych XX w., nie był to przyjazny kraj dla miłośników tej rasy. Ani wiedza, ani zapał nie mógł być gwarancją sukcesu, a Zygmunt Braur był wyjątkiem od ówczesnej reguły, że arabami mogą zajmować się jedynie ci nieliczni, namaszczeni przez komunistyczne władze. 

Zygmunt Braur w swoim domu w Dobrowie na tle wyjątkowej kolekcji starych wędzideł, strzemion podków, uzd, munsztuków polskich i arabskich janczarów i siodeł. W swoim domu Zygmunt Brauw posiadał również bogatą bibliotekę hipologiczną i rolniczą , fot.archiwum THPKA 

Postać Zygmunta Braura do dziś budzi dwojakie, skrajne opinie i emocje. Od podziwu, czy nawet uwielbienia do  lekceważenia tzw. czynników oficjalnych. Jednak chyba każdy kto zetknął się z Nim, był pod wrażeniem jego osobowości. Zapał, zaangażowanie w hodowlę, której nadał specjalnego sensu i celu, powodowały, że słuchało się Pana Zygmunta z otwartymi ustami. Był wyznawcą teorii dra Edwarda Skorkowskiego o pochodzeniu koni arabskich i ich rodach i  miłośnikiem gniadych koni w typie kuhailan, tzw. rodów kuhaulańskich. Choć Jego poglądy na hodowlę koni arabskich były odbiciem teorii dra Skorkowskiego, a rozumienie genetyki zgodne z nieaktualną już dziś wiedzą, to wszystko to blednie przy sensie jakiego nadawał jego zapał skromnej hodowli, której  był autorem wykonawcą i właścicielem. 

Dzierżył tytuł jedynego niemal za „komuny” prywatnego hodowcy koni arabskich, wtedy gdy jeszcze były one darmozjadami zjadającymi krajowi cenne pasze, a ich hodowla była specyficznym aktem odwagi i kontestacji systemu panującego w kraju.

Z tych wszystkich powodów mój pobyt w Oazie Kuhailan, pozostawił niezatarty ślad w pamięci o Gospodarzu Dobrowa oraz w postrzeganiu rasy arabskiej oraz wzorca pasji hodowlanej jaką zarażał pan Zygmunt.

Zygmunt Braur z klaczą Mu- Sahra 1984 (Banat-Mu Farah po Algomej) fot.archiwum THPKA

Charyzma i pasja hodowlana Zygmunta Braura „ostatniego emira naszych czasów” - pomimo skromnych efektów małej hodowli, wpłynęła na poglądy licznej grupy hodowców, dzięki czemu jego idea gniadych kuhailanów, kontynuowana jest także dziś.

Przy pisaniu niniejszych wspomnień korzystałem też z tekstów innych autorów:
  1. Zygmunt Braur - znany hodowca koni arabskich. Antoni Święcki KP nr 4/76
  2. Zygmunt Braur - wspomnienie. dariocaballeros.blogspot.com
  3. Kuhailany Zygmunta Braura. Joanna Smulska. zlotykon.pl

Poniżej przytaczamy tekst Księdza Ireneusza Tuora z mowy pogrzebowej Zygmunta Braura 
Kościół parafialny  pod wezwaniem św. Bartłomieja w Staszowie 

Kurier Arabski 22-23/1999

Głosić Ewangelię po świecku

Zasmuceni i zatrwożeni stajemy przy trumnie ś.p. Zygmunta Braura, który nagle od nas odszedł. Jeszcze przed kilkoma tygodniami można Go było zastać u siebie, gdzie niestrudzenie oddawał się swoim zajęciom. I pomimo swoich 90 lat do końca pozostawał żywotny i sprawny. Prawie do ostatnich dni doglądał koni, pielęgnował kwiaty i rośliny, a przede wszystkim w ostatnich miesiącach, jakby przeczuwające mający nastąpić koniec, przelewał swoje wspomnienia na papier - chciał uchronić od zapomnienia całą prawdę, czasami smutną i niewygodną dla niektórych, o naszej Ojczyźnie.
Wiele widział na własne oczy, wiele słyszał, wiele przeżył na własnej skórze - był bowiem naocznym świadkiem wielu tragedii, które ostatnio ciekawie opisywał.

Ś.p. Zygmunt był rówieśnikiem naszego burzliwego stulecia, można powiedzieć, że razem z nim się urodził i razem z nim odszedł. To prawda - fizycznie spośród nas odszedł, ale na stałe zapisał się w naszej pamięci, bo nie umierają całkowicie ci, którzy pozostawiają po sobie piękne ślady.

Ś.p. Zygmunt przyszedł na świat jeszcze pod zaborami. jako mały chłopiec gdy zobaczył po raz pierwszy drobnego, zgrabnego rumak, który okazał się być arabem czystej krwi, od razu wiedział, że jego życie będzie związane z końmi. Już wtedy zauroczył się gracją tych zwierząt i marzył nie tylko o posiadaniu jednego, czy drugiego konia, ale chciał być ich hodowcą. Po ukończeniu kieleckiego gimnazjum Reja (dzisiejszego Żeromskiego) rozpoczął studia w Państwowej Szkole w Żyrowicach (tereny dzisiejszej Białorusi). Następnie podjął pracę w Kieleckiej Izbie Rolniczej jako Inspektor Hodowli. Za pierwsze zaoszczędzone pieniądze kupił 20 hektarów gruntu w Dobrowie, z którym związał całe swoje życie.

Ś.p. Zygmunt pozostanie w naszej pamięci jako barwna postać i ciekawa osobowość i tym zapewne trzeba tłumaczyć rozliczne znajomości i kontakty z ludźmi, które utrzymywał do samego końca. Na pewno lubił konie, zachwycał się ich pięknem, był prawdziwym znawcą przedmiotu. Dlatego w branży koniarzy jest niekwestionowanym nestorem prywatnych hodowców koni czystej krwi arabskiej.

Hodował gniade Kuhailany. Koni arabskie - mawiał - to prawdziwa końska arystokracja, która przywędrowała do nas z krajów arabskich. To właśnie Emir Rzewuski, rozkochany w koniach arabskich, chciał je zdobyć. Nie bez kłopotów udało mu się zakupić dziewięć ogierów i tylko jedną jedyną klacz - bo względy religijne zabraniały Arabom sprzedawać kobyły innowiercom. Konie arabskie, zwłaszcza hodowane na kresach, przeżyły prawdziwą gehennę w latach 20-tych za sprawą wojny i bolszewików. W imię walki klasowej, bolszewicy wypowiedzieli wojnę nie tylko arystokracji rodowej, ale nie oszczędzili również arystokracji końskiej. Unicestwiono wtedy wiele hodowli.

Czego nie dokonali bolszewicy, w latach powojennych chcieli dokończyć nasi. Uważali oni, że Kuhailany, owszem ładne, ale do pracy na roli się nie nadają. I dlatego przeznaczono je na rzeź - na kabanosy. I tak jak kiedyś, los polskich arabów, uzależniony był od Gazelli, tak przetrwanie polskich Kuhailanów zawdzięczamy klaczy Murcji, którą za grosze wykupił w rzeźni Z. Braur. I hodował przez lata na polanach między sosnami Kuhailany.

Przed laty pisano o Nim w prasie, że jest ostatnim ułanem, ale wydaje się, że zasługuje na miano Emira naszych czasów. Wbrew wszystkim odważył się żyć w zgodzie z własnymi pragnieniami. W minionym okresie prowadzić prywatną stadninę nie było łatwo, bo w Polsce Ludowej zwalczano wszystko co prywatne.

Jego sumiasty , niedzisiejszy wąs i nobliwy wygląd zawsze kojarzył się z gościnnością. Gościnność, która była główną jego zaletą, świadczy o Jego polskości - bo właśnie z tego Polacy słyną w szerokim świecie. Chociaż nosił obco brzmiące nazwisko, to jednak w Jego domu wszystko było na wskroś polskie: i dworek i stajnia i zabudowania gospodarcze - wszystko wykonane według staropolskich projektów. Z racji - jak uważano niemieckiego nazwiska - padł ofiarą czystek prowadzonych przez NKWD, nowa władza osadziła Z. Braura w więzieniach na blisko roczny pobyt.
Dużo o Polsce mówił i służył Jej. Nigdy nie należał do ZBOWID-u, nie wyobrażał sobie, by za obronę Ojczyzny otrzymywać jakiekolwiek pieniądze.

Dał nam przykład konkretnej pracy dla Polski. Dzięki hodowanym i sprzedawanym przez siebie koniom, rozsławił nasz kraj i swoją małą Ojczyznę Dobrów, w szerokim świecie. Do dziś jest znany i ceniony w Stanach Zjednoczonych, Szwecji i innych krajach.
Wszystkich przyjmował serdecznie. Odwiedzali Go dziennikarze, literaci, filmowcy, koniarze, przygodni turyści, obcokrajowcy - nawet Japończycy. Zawsze sprawiał wrażenie niestrudzonego, nie męczył się. Bo nie męczy się tylko ten, który robi to, co lubi.

To co ludzi z daleka przyciągało do Niego to Jego gawędy i opowieści. O koniach i roślinach mógł mówić godzinami. Zawsze barwnie i ciekawie, co rusz okraszając wypowiedzi łacińskimi nazwami. Używał barwnego, płynnego, potocznego języka. Żywo interesował się historią Swojego regionu, zżył się z tym miejscem aż po grób. Teraz już wiemy co było magnesem przyciągającym wielu ludzi do Dobrowa.

Ile Pan Zygmunt, Zygmuntem, a Dobrów, Dobrowem by nie był, gdyby nie Jego znakomita żona śp. Krystyna, którą w tym kościele, w Staszowie, żegnaliśmy w lecie. Razem w trudzie stawiali sobie już za życia piękny pomnik przyrody. W środku zniszczonego miejscami księżycowego krajobrazu udało im się stworzyć fragment ziemskiego edenu. Ich gospodarstwo do dziś jawi się niczym Oaza. magię tego miejsca stanowiły nie tylko piękne drzewa, rośliny, konie i pawie, ale przede wszystkim optymizm i wiara - bo Braur to znaczy marzący.

W świecki sposób nie używając słów ś.p. Zygmunt głosił Ewangelię, używając języka gościnności. Miał również w sobie coś ze św. Franciszka - uczył nas wszystkich szacunku do wszelkiego stworzenia.

I niechaj taki pozostanie w naszej pamięci.

9 stycznia 1999

Ksiądz Ireneusz Tuora
Kościół parafialny  pod wezwaniem św. Bartłomieja w Staszowie




Dr inż. Maciej Paweł Grzechnik

Dr inż. Maciej Paweł Grzechnik, jest absolwentem Wydziału Zootechnicznego Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie. Kontakt z końmi rozpoczął w SK Kadyny, który kontynuował na studiach w olsztyńskim AKJ - ocie. Na ART jako prezes prowadził też Naukowe Koło Hodowców Koni, a tematem jego pracy magisterskiej były linie trakeńskie w hodowli koni wlkp. Pierwsza praca po studiach to SK Żołędnica - Golejewko na stanowisku specjalisty ds hodowli koni półkrwi.

Stopień doktora nauk rolniczych w zakresie zootechniki uzyskał w roku 2000 na Wydziale Bioinżynierii Zwierząt Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. W latach 2016–2018, w wyniku wygranego konkursu, pełnił funkcję Prezesa Zarządu Stadniny Koni Michałów. W tym czasie stadnina michałowska dochowała się koni, które zdobyły wkrótce wysokie miejsca na pokazach koni arabskich, np. ogiera Ferrum (Czempion Europy), klaczy Florissima (Narodowa Czempionka Polski), czy klaczy Emarella (Narodowa Czempionka Kataru), a także jednej z najdrożej sprzedanej klaczy w historii SK Michałów klaczy El Esmera. W przeszłości dr inż. Maciej Paweł Grzechnik był m.in. wiceprezesem ds. hodowli koni i bydła w Stadninie Koni Liski (2007). We własnym gospodarstwie rolnym prowadził hodowlę koni wielkopolskich i trakeńskich, a obecnie arabskich. Obecnie też, pełni funkcję prezesa zarządu Towarzystwa Hodowli Polskiego Konia Arabskiego, a także jest nauczycielem zawodu w Technikum Weterynaryjnym.
Copyright © 2020
projekt IRN Multimedia
oprogramowanie choruzy.pl

Strona wykorzystuje COOKIES w celach statystycznych, bezpieczeństwa oraz prawidłowego działania serwisu.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody, wyłącz obsługę cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Więcej informacji Zgadzam się