OPINIE
NIE BĄDŹ OBOJĘTNY
Beata Kumanek
W miniony weekend po raz kolejny można się było przekonać, iż
pani Agnieszka Bojanowska regularnie odwiedza niniejszy portal. To cieszy. Co więcej, pani
Bojanowska tropi błędy i wypaczenia w publikowanych przeze mnie tekstach, działając zapewne z
nieznanych mi, acz jedynie szlachetnych pobudek. Otóż na profilu Aliny z fejsbuka pani Bojanowska
wzięła na widelec moje dwa teksty: „Na saksy do Scottsdale” oraz „Smutny los ogierka Comoros”.
Chodziło o to, by obalić szerzone tam rzekome kłamstwa. Cel szczytny, lecz coś nie wyszło. Moja
recenzentka pominęła milczeniem kwestie konfliktu interesów związanego z działalnością w PSK Anny
Stojanowskiej oraz odmowę udzielenia przez prezesa SK Janów Podlaski Sp. z o.o. informacji
publicznej. Zaiste, tematy niewygodne należy pomijać. Zostałam jedynie poinstruowana by
cieszyć się z faktu, iż pani prezes zyskuje coraz większe uznanie sędziów międzynarodowych i
hodowców, co owocuje zaproszeniami na coraz bardziej prestiżowe (i coraz bardziej lukratywne)
pokazy. Przy okazji, wkrótce pani prezes wyruszy do stolicy Omanu by sędziować dobrze płatny pokaz
GCAT. W kwestii Comorosa, pani recenzentka jedynie potwierdziła moje tezy. Kariera niezwyciężonego
czempiona ogierków rocznych, została nagle przerwana z nieznanych przyczyn, a po bezowocnym badaniu
Comorosa w klinice weterynaryjnej ogierek został przeniesiony do stajni na Pożarach. Pytałam:
dlaczego? Otóż tego nie wie również pani Bojanowska. Jakoby uznano, że dla rozwoju Comorosa
najlepsze będzie wycofanie go z treningu pokazowego i dołączenie do stada rówieśników. Koń by się
uśmiał! Po raz kolejny pytam więc: jaka jednostka chorobowa zdecydowała o wycofaniu Comorosa z
treningu pokazowego? Podsumowując wypowiedź Agnieszki Bojanowskiej: wiele słów, z których
niewiele wynika.
Ww. wpis Agnieszki Bojanowskiej okazał się jedynie
przystawką do głównego dania, jakim okazały się umieszczone pod tym wpisem bardzo liczne komentarze,
w swej masie druzgocące dla Beaty Kumanek. Otóż jakoby wypisuję „paszkwile” pisane „plugawym
tekstem”. Zawsze uważałam, że posługuję się językiem pozbawionym cech języka plugawego. Skoro nie
mam racji, proszę o konkretne przykłady. Poprawię się. Wielokroć również zarzucano mi w komentarzach
kłamstwo. „Takie obrzydliwe nieprawdy trzeba natychmiast wyjaśniać i prostować”. Otóż, jak sądzę,
moje teksty opierają się na twardych faktach. Skoro jest inaczej, proszę wyjaśniać i prostować. Gros
komentarzy wzywało do postawienia mnie przed sądem: „pozew sądowy powinien być dawno wystosowany”.
Skoro tak, czekam. Ostatnim dominującym wątkiem komentarzy były sugestie, iż działam w trosce o
interes własny: „a może problem polega na tym, że ta pani widzi siebie na stanowisku dyrektorskim w
Janowie?”, lub: „łatwo jest nękać porządnych ludzi wylewając wiadra pomyj. W imię utraconego koryta,
z którego się czerpało bez żadnych skrupułów i w kompletnej bezkarności”. A więc po pierwsze
informuję, iż istnieje na świecie zjawisko bezinteresownego działania. W razie co, proszę sprawdzić
w słowniku języka polskiego znaczenie słowa ‘bezinteresowność”. Pocieszam więc chętnych
na objęcie stanowiska prezesa janowskiej stadniny, iż nie zamierzam z nimi konkurować. Zaś
tych, którzy imputują mi czerpanie z utraconego koryta, wzywam po raz kolejny do podania konkretów
lub zgłoszenie do organów ścigania przypadków czerpania przeze mnie kiedykolwiek nienależnych
korzyści. Oświadczam, iż moje 10-letnie zaangażowanie w sprawy państwowej hodowli koni arabskich
nigdy nie było dla mnie źródłem jakichkolwiek korzyści materialnych czy innych. Ale jeśli ktoś coś
wie, niech powie. Choć z pewnością udało mi się zebrać niezliczoną ilość nie bardzo wyrafinowanych
obelg.
Ani Agnieszka Bojanowska ani Alina z fejsbuka nie oczekiwały zapewne
niesmacznego deseru, czyli zboczenia dyskusji z pożądanego przez nie kursu. Po komentarzach
odsądzających mnie od czci i wiary, nagle objawiła się pani weterynarz, znająca janowską stadninę od
środka. Jej wkład w dyskusję był wart otrzymania przeze mnie tylu kopniaków. Wreszcie bowiem
pojawiły się konkrety, skrzętnie pomijane przez tak kochającą janowskie konie gwardię przyboczną
Wielkiej Trójcy. W centrum dyskursu stanęły wreszcie janowskie konie. Te konie, które pomija się
milczeniem, bo nie brylują na arenach pokazowych. Oto owe szokujące
konkrety:
- Comoros został „wyrzucony” do stajni Pożary, gdzie był kopany, gryziony przez inne konie. Ogierek sobie tam nie radził, lecz pani prezes to nie robiło…..biedny wielokrotnie stał pokaleczony, z opuchniętymi nogami….nigdy nic nie było z tym robione,
- nie wspominając o braku reakcji pani prezes na sytuacje, w których pan koniuszy kopał i bił konie kiedy nie dały sobie pobrać krwi do badania..(ogierki na Pożarach, w szczególności kasztan, którego imienia nie pamiętam),
- są miesiące, że brak siana czy słomy dla bydła i koni ze względu na to, że pani prezes nie chce kupować więcej,
- konie nie otrzymują odpowiedniej opieki lekarskiej bo to trzeba byłoby zarejestrować gabinet i kupić odpowiednie leki i potem pretensje, że nie robi się wystarczająco,
- nie wspominając o ogierach, które są ciągle pobierane dzień w dzień, mają otarcia na prąciu lecz brak maści na leczenie,
- konie, które kuleją, stare klacze zapładniane na siłę bo dobry rodowód, po czym rodzą się chore źrebaki,
- nie wspominając o zasłużonych emerytkach, które na lato są wyrzucane na padoki za domem pani prezes, żeby tylko nikt nie widział, w jak opłakanym stanie są…nie jedzą bo potrzebują, żeby zrobić im zęby, ale nie….niech się męczą,
- nie wspominając o podejściu pani Katarzyny (Stepczuk) do pracowników – ciągłe krzyczenie i wyzywanie od niewiadomo kogo,
- takich sytuacji było mnóstwo, można by książkę napisać. To co tam widziałam to był dramat.
Niniejszym informuję więc szlachetną
damę w osobie pani Agnieszki Bojanowskiej, iż nie zamierzam zachwycać się rozwojem sędziowskiej
kariery pani prezes, w obliczu tak szokujących przejawów znęcania się nad janowskimi końmi. Skończmy
wreszcie z postrzeganiem janowskiej hodowli jedynie poprzez pryzmat pokazów, stajni pokazowej i
sędziowskich sukcesów pani prezes. Trzeba wreszcie skierować światło reflektorów na los koni
uważanych za tak zwany ostatni sort, który zawsze stoi w cieniu. Natomiast zdecydowanie zamierzam
działać zgodnie z przywołanym przez panią Bojanowską XI przykazaniem „nie bądź obojętny”. Jak wzywa
owa dama: nie bądź obojętny na zło, na kłamstwo, na szerzącą się mowę nienawiści. Szkoda, że ta ze
wszech miar szlachetna osoba nie wspomniała o tym, by nie być obojętnym na cierpienie
koni.
Niezwłocznie po zapoznaniu się z ww. szokującymi faktami,
wystosowałam do Weroniki Sosnowskiej maila z żądaniem przedstawienia przez nią wyjaśnień odnośnie
przytoczonych zdarzeń świadczących o tym, że dla kierownictwa SK Janów Podlaski dobrostan koni jest
pustosłowiem. Co czyni pani prezes, by właściwa opieka weterynaryjna, zootechniczna i hodowlana nad
końmi stała się faktem, nie mitem? Omawianego maila skierowałam również do wiadomości
Dyrektora Generalnego KOWR, Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz grupy posłów, w tym do Doroty
Niedzieli, wszechwładnej wicemarszałek Sejmu i mentorki Wielkiej Trójcy oraz Weroniki Sosnowskiej.
Ciekawe, cóż mają do powiedzenia w sprawie Anna Stojanowska i Marek Trela, czyli tak zwani doradcy
hodowlani? Zarabianie na pokazach nie jest istotą pracy zarządzających stadniną. Istotą tej pracy
jest dobrostan koni. Na tym buduje się wszystko inne. Apeluję więc do wszystkich, zaś w
szczególności do środowiska wokół Araby Magazine: NIE BĄDŹMY OBOJĘTNI NA LOS JANOWSKICH
KONI.
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na stronie purepolishsociety.com są osobistymi ocenami autorów
Beata Kumanek
Warszawianka, rocznik 1961. Z zawodu filolog i bankowiec, obecnie na emeryturze. Dumna Polka i miłośniczka zwierząt. Ceni polską tradycję, w tym wielowiekową tradycję polskiej hodowli koni arabskich.




