OPINIE
Sukces? Czy propaganda sukcesu?
Krystyna
Chmiel
Ledwo opadł kurz wzniesiony przez kopyta koni na ringu
aukcyjnym, ale także dużo wcześniej – zarówno „wielka trójka”, jak jej fan-klub, usłużne
media, kierownictwo KOWRu, Ministerstwo Rolnictwa i cały „team Niedzieli” (cytując
R.Raznowieckiego), jednym głosem zaintonowali hymn pochwalny. Pobrzmiewały w nim nuty dziwnie
przypominające „propagandę sukcesu” za rządów Gierka. I podobnie jak propaganda tamtych czasów – i
ta również opiera się głównie na kłamstwie!
Dokładniej – na kłamstwie i
manipulacji liczbami. Z jednej strony „team Niedzieli” oskarża ekipę PiSu o wyprzedanie tylu klaczy
z polskim rodowodem, że mało co ich zostało, z drugiej strony zaś, jakby o tym nie wiedząc,
przedstawiciel Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi szermuje liczbami, z których wynika, że taki
rodowód posiada 48,3% stada janowskiego i 48,2% - michałowskiego. Liczby te znalazły się w
odpowiedzi na interpelację posła Dariusza Mateckiego dotyczącej sytuacji w państwowych stadninach
koni arabskich, do której wykorzystał materiały z moich artykułów, dotyczące zwłaszcza udziału koni
„Pure Polish” w stadach matecznych i liczby klaczy eksportowanych bez pozostawienia następstwa w
hodowli.
Dane, jakie podałam w artykule „Liczby są bezlitosne”,
opublikowanym na portalu „Pure Polish Arabian Society”, pochodzą z jesiennego przeglądu hodowlanego
w SK Janów Podlaski i Michałów 2025 (bo wiosenne przeglądy zamknięto dla hodowców) Jako podstawę
przyjęłam tam 94 janowskie i 102 michałowskie klacze 4-l. i st. użyte w rozrodzie, tj. pokryte w
sezonie 2025. I jakby nie liczyć, choćby na palcach, klaczy pochodzących z 7 rodów męskich i 15
rodzin żeńskich kwalifikowanych jako polskie, nie znalazło się więcej niż odpowiednio 16 takich
klaczy w Janowie i 28 w Michałowie. W stosunku do liczebności stada matek (94 i 102) czyni to
odpowiednio 16,70% i 27,45%, a zatem eksperci z ministerstwa albo przyjęli inną definicję konia Pure
Polish, albo użyli jako podstawy innych liczebności klaczy.
Według moich
badań, opierających się na dobrze udokumentowanych źródłach, największa wyprzedaż klaczy z
państwowych stadnin Janów Podlaski i Michałów bez pozostawienia następstwa w hodowli, miała miejsce
w latach 2001-2015 czyli za rządów „jedynych fachowców”. Sprzedano wtedy odpowiednio 43 klacze z
Janowa i 31 z Michałowa, a były to w dużym procencie klacze wysokiej wartości (np. pełna siostra i
półsiostra Pingi). Na tym tle każdy zootechnik odebrałby jako herezję kategoryczne stwierdzenie
ministra Czerniaka, że „nie każda klacz musi pozostawić następstwo w stadninie” – kategoryczne, lecz
i niebezpieczne, gdyż zawiera w sobie przyzwolenie na podobne postępowanie. Zignorował on przy tym
moje dane, podając wyniki dla lat 2024 i 2025, kiedy akurat sprzedane zostały małowartościowe
klacze.
Pani prezes Weronika Sosnowska z rozczulającą naiwnością wyznała,
że nie pamięta drugiej takiej aukcji. To zrozumiałe – z uwagi na młody wiek niewiele w życiu aukcji
widziała. Powinna jednak uświadomić sobie, że dobra aukcja to niekoniecznie znaczy taka, w której
wszystkie wystawiane konie zostały sprzedane – gdyby rozdawała je za darmo, też by wszystkie zeszły
jak ciepłe bułeczki!
A szczyt hipokryzji osiągnął Marek Trela,
prowadząc paradę hodowlaną. Komentując takie prezentowane ogiery, reprezentujące kierunek „Pure
Polish”, jak Salar s. 2000 (Ecaho – Saba), Alert s. 2005 (Piaff – Andaluzja) i Palatino s. 2006
(Pesal – Palmeta), wyraził ubolewanie, że w niedawnej przeszłości były „oszczędnie używane”! A kto
je tak „oszczędnie” używał, jeśli nie on? Kto je przetrzymywał w „zamrażarce”, gdzie stały przez
większość doby w boksach i patrzyły w sufit? A w latach, kiedy stadniną rządzili inni prezesi, zza
kulis wywierała wpływ wszechobecna Ania Stojanowska – aż strach był otworzyć przysłowiową lodówkę,
bo chyba i stamtąd odsądzała polskie ogiery od czci i wiary, nazywając je „półwałachami”! Akurat z
ust nieznanego mi osobiście uczestnika ostatnich „dni arabskich” usłyszałam bardzo adekwatne
określenie tej pani – „capo di tutti capi”…
Usłużne media rządowe i
prorządowe traktują swoich odbiorców jak idiotów lub sklerotyków, którzy nie sięgają wstecz pamięcią
dalej niż na dwa-trzy lata. Chyba bowiem tylko tacy mogą uwierzyć, że na Pride of Poland i Summer
Sale 2026 uzyskano „zawrotne kwoty”. Porównując wyniki wszystkich 8 aukcji odbytych w
latach 2016-2023 można łatwo zauważyć, że tylko 2 z 8 przyniosły mniejszy przychód niż w bieżącym
roku. Jest to propaganda dostosowana do poziomu tych spośród internautów, którzy nie byli nigdy w
Janowie, nie mają bladego pojęcia o koniach (komuś wydawało się, że konie żyją 40 lat – widziałam
taki wpis), ale jak za panią matką powtarzają za TVN czy podobnymi źródłami, że gdyby PiS dalej
rządził – w stadninach nie pozostałby ani jeden koń!
Na stronie PSL
strumieniami leje się wazelina – urzędowe lizusy pieją peany pochwalne na cześć ministra
Krajewskiego (amatora kawy z żołędzi!) i dyrektora KOWR Smolarza, jak to dzięki nim: ‘Janów Podlaski
znów jest na światowej mapie. I nie pozwolimy, by kiedykolwiek miał z niej zniknąć”. Jeżeli miałby
zniknąć – to tylko dzięki polityce kierownictwa stadniny, które dopuściło do utraty tożsamości
polskiej populacji koni arabskich przez jej wypierające przekrzyżowywanie obcą krwią, upodabniające
ją do innych stad tej rasy, co spowodowało utratę jej wyjątkowości i unikalności. A że nie bez racji
skrót PSL tłumaczy się także jako „Posady Swoim Ludziom” – mydleniem oczu okazują się slogany: „KOWR
kierował się przede wszystkim kryteriami kwalifikacji i wiedzy ekspertów”. Po przejęciu władzy przez
„Koalicję 13 Grudnia” , z błogosławieństwem „teamu Niedzieli” przeprowadzono czystki w obsadzie kadr
na wszystkich szczeblach nie tylko nadzoru właścicielskiego – zwolnieni z pracy zostali nawet
doświadczeni, wysoko kwalifikowani masztalerze i prezenterzy podejrzani o powiązania z poprzednią
ekipą.
„Nowa – stara” ekipa chętnie też odcina kupony od cudzych osiągnięć.
Przykład – kiedy imponujące wyniki osiągają konie wyhodowane w Białce lub Michałowie w okresie,
kiedy funkcję głównego hodowcy pełniła tam Hanna Sztuka, jej następcy żwawo ustawiają się po
nagrody, nie wspominając ani słowem o autorce tych udanych połączeń. A do wręczania nagród w klasach
zapraszani są tylko nominaci z „nowego zaciągu”- nie pamiętają (albo udają, że nie pamiętają) więc
okresu, kiedy rzeczywiście istniało duże międzynarodowe zainteresowanie polską hodowlą, ale taką,
która nie była bladą kopią zagranicznych wzorów. Wbrew głoszonym na wszystkie strony sloganom o
„apolityczności spółek skarbu państwa” stopień upolitycznienia sektora hodowli koni arabskich jest
tak wysoki, że zawodowi politycy formacji rządzącej zapewniają, że tylko głosowanie na nich
zapobiegnie konieczności ponownego „odtwarzania jakości naszych hodowli”. W pewnym sensie to prawda,
gdyż takie odtworzenie będzie konieczne, ale nie pod rządami tej
ekipy!
Wybory coraz bliżej, więc nasila się propaganda sukcesu, przy której
ta za czasów Gierka to mały pikuś. Tyle tylko, że wyborcy zdążyli już skonfrontować buńczuczne hasła
z praktyką, więc jest szansa, że drugi raz nie dadzą się nabrać. A mieszanie polityki do hodowli
koni powoduje takie same efekty jak w przemyśle – uczynienie z niej „montowni zagranicznych
podzespołów”. Nie tego oczekiwali Sanguszkowie i Dzieduszyccy!
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na stronie purepolishsociety.com są osobistymi ocenami autorów
Notka biograficzna
Krystyna Chmiel ukończyła studia zootechniczne na SGGW w Warszawie, w roku 1977. Od początku obrała specjalizację w zakresie hodowli koni czystej krwi arabskiej. Podczas studiów jeździła jako amatorka w stajniach wyścigowych trenerów Zbigniewa i Stefana Michalczyków oraz Leona Chatizowa, na torach wyścigowych Partynice i Służewiec odbywała staż podyplomowy. W latach 1978-1981 pracowała jako redaktor w Państwowym Wydawnictwie Rolniczym i Leśnym, gdzie przypadło jej w udziale redagowanie książki prof. Witolda Pruskiego „Dwa wieki polskiej hodowli koni arabskich i jej sukcesy na świecie”.
W 1981 Krystyna Chmiel (jeszcze pod nazwiskiem panieńskim Lewik) została pracownikiem naukowo-dydaktycznym AR w Lublinie. Pod kierunkiem prof. Mariana Budzyńskiego prowadziła badania na temat użytkowości wyścigowej koni arabskich, co zaowocowało pracą doktorską obronioną w 1983r. i kolokwium habilitacyjnym w 1990r. Tytuł profesora otrzymała w roku 2002.
W latach 1987 – 2008 prowadziła gospodarstwo rolne w okolicach Zamościa, gdzie hodowała najpierw koniki polskie, używane do prowadzenia hipoterapii dla dzieci niepełnosprawnych, a od 1990 konie czystej krwi arabskiej, jako jedyny naukowiec w Polsce równocześnie hodujący tę rasę. Obecnie również utrzymuje 2 klacze i ogiera czystej krwi arabskiej.
Jest autorką około 200 publikacji naukowych, w tym 6 pozycji książkowych: „One tworzyły piękno” (Warszawa 2007), „Stadnina Koni Białka” (Kraków 2019), „Polska hodowla koni arabskich czystej krwi (1979-2019) i jej sukcesy na świecie” (Warszawa 2021) oraz t. I (Lublin 1988), II (Lublin 1994), III (Lublin 2005) i IV „Rejestru wartości użytkowej polskich koni czystej krwi arabskiej”.




