OPINIE
PR zamiast wiarygodności, czyli Pride of Poland w oparach absurdu
Hanna
Sztuka
Pride of Poland 2026 - w tej
historii jest wszystko co polska klasa aspiracyjna lubi najbardziej; sukces, pieniądze, pochwały z
zagranicy i iluzja znaczenia. Dlaczego więc świetnie zaplanowana i suto opłacona akcja promocyjna w
kraju obróciła się przeciwko jej autorom?
Odpowiedź jest dość oczywista dla
postronnego obserwatora. Tą odpowiedzią jest słowo -
POLITYKA!
Uwikłanie hodowli koni czystej krwi arabskiej w
politykę z jakim mamy do czynienia od roku 2016, stało się w ciągu ostatnich lat tak widoczne, że
wraz z rozczarowaniem elektoratu obecną koalicją rządzącą do wielu osób zaczęło docierać to, co było
oczywiste od samego początku - stadniny państwowe zostały wykorzystane przez grupę osób, które
utraciły osobiste korzyści, do brutalnej gry politycznej, której przedmiotem stała się polska
hodowla a celem powrót Trójjedynych fachowców i ich klienteli do czerpania zysków z państwowych
stadnin. Buta i arogancja z jaką te osoby wykorzystywały przez lata emocje społeczne okazała się
jednak dla nich zgubna. Wyniesieni na fali oburzenia i sprzeciwu wobec decyzji o ich odwołaniu w
2016 roku, Trójjedyni fachowcy, zbudowali kapitał społeczny w oparciu o polityków PO i przez osiem
kolejnych lat twierdzili, że PIS rujnuje hodowlę, wyprzedaje najcenniejsze klacze a Janów Podlaski i
Pride of Poland to jedna wielka ruina. Snując taką opowieść niestety sami w nią uwierzyli.
Przegapili również moment, kiedy opinia publiczna zaczęła dostrzegać liczne sprzeczności w ich
przekazie do mediów, lekceważące jednocześnie może niewielkie, ale jednak istniejące środowisko
polskich hodowców. Pride of Poland 2026 nieoczekiwanie dla wszystkich odsłoniła nie tylko
nieprawdziwą narrację o zrujnowaniu stadnin, ale przede wszystkim niskie kompetencje Trójjedynych
fachowców do wprowadzenia stadnin na wyższy poziom. Ci sami ludzie, którzy przez lata
poddawali totalnej krytyce każde działanie następców nieoczekiwanie dla siebie samych stali się
obiektem krytyki w mediach na skalę jaką jeszcze kilka tygodni przed Pride of Poland trudno było
sobie wyobrazić.
AKT PIERWSZY - Narodowy Pokaz Koni Arabskich 2026
W życiu
każdego Muzułmanina przychodzi taki moment, kiedy musi udać się do Mekki. U Żydów takim miejscem
jest Jerozolima. Dla Polaka to Władysławowo latem a Zakopane zimą. Dla hodowcy koni arabskich w
Polsce to Janów Podlaski w sierpniu. Tak było od końca lat 90. XX wieku, kiedy zaczęła się w Polsce
odradzać prywatna hodowla koni arabskich - wcześniej jak pamiętamy szczelnie odizolowana od
społeczeństwa. Od pierwszych lat XXI wieku polscy hodowcy prywatni stali się coraz liczniej nie
tylko widzami, lecz także uczestnikami wydarzenia w Janowie. W kolejnych latach byli także ważnymi
klientami na konie oferowane na aukcji, którymi zasilali swoje
stadniny.
Świetnie ten proces rozumiała Izabella Pawelec-Zawadzka,
która była orędownikiem szerokiego udziału mniejszych i większych hodowców w wydarzeniu jakim jest
Pokaz Narodowy. To było w założeniu święto całej polskiej hodowli i wszyscy mieli poczucie, że warto
tam być. Emocje, spotkania towarzyskie, rozmowy, nowe znajomości i takie nasze polskie okno na świat
- tym był Janów przez wiele kolejnych lat. Trudno stwierdzić, kiedy nastąpiła radykalna zmiana, ale
z całą pewnością wielką zmianą organizacyjną był rok 2016, kiedy to Międzynarodowe Targi Poznańskie
zastąpiły siermiężny Polturf. Wbrew opiniom medialnym środowisko hodowców koni arabskich przyjęło
zmiany w stadninach z zaciekawieniem i nie było zbyt wielkiego żalu po odwołaniu Trójjedynych
fachowców. Wystarczy przywołać słynną już demonstrację przed Torwarem w lutym 2016 roku, gdzie w
grupie około 150 uczestników było zaledwie 4 hodowców - jako że jeden był z małżonką można
stwierdzić, że pięciu.
Od 2016 roku pokazy w Janowie i aukcje odbywały się pod
ogromną presją mediów, które zrobiły swoje i zniechęciły część hodowców do udziału w Pokazie
Narodowym. Jednak już w roku 2019 dało się zauważyć coraz bardziej liczny udział koni prywatnych
oraz ich właścicieli w Pokazie Narodowym. W efekcie doszło do pewnego wyrównania szans i zdobycia
przez coraz lepsze konie prywatne licznych medali i nagród; w 2019-7 medali z 18, w 2020- 6
medali z 18, w 2021 konie prywatne zdobyły 9 z 18 medali na Pokazie Narodowym, w 2022 i
2023 podobnie, w 2024 - 7, a w latach 2025 i 2026 już tylko 4. Wśród hodowców prywatnych
panuje przekonanie, że wraz z powrotem do organizacji Pokazu Narodowego starej ekipy wyniki
przestały być obiektywne i wróciły praktyki znane hodowcom z lat przed rokiem 2016, kiedy to konie
państwowe były mocno faworyzowane przez sędziów. Dwa najbardziej skrajne przypadki to;
niewiarygodnie wysoka wygrana klaczy Pinga w roku 2010 z wynikiem ponad 94 punktów - aby miesiąc
później ta sama klacz przy podobnym składzie sędziowskim w Aachen zajęła ledwie piąte miejsce ze
słabym wynikiem. Podobny przykład z roku 2025, kiedy to niewiarygodnie faworyzowana janowska
Encarina zdobyła tytuł Best in Show, który zdecydowanie należał się prywatnej klaczy Psyche Alia, co
ta druga potwierdziła zdobywając miesiąc później w Aachen złoty medal, gdzie Encarina nawet nie
zaistniała.
Od kiedy Pokaz Narodowy stał się miejscem uwiarygodnienia
rzekomych sukcesów w odbudowie zrujnowanej hodowli i prestiżu Janowa sędziowanie zostało
podporządkowane interesom grupy beneficjentów i polityków. Hodowcy, którzy ponoszą koszty udziału w
pokazach stali się ostrożni w wystawianiu swoich koni w Pokazie Narodowym nie mając do końca
przekonania co do równych szans dla koni prywatnych i państwowych.
Od
niedawna Narodowy Pokaz poprzez jego sposób organizacji stał się znów dla hodowców mało przyjazny,
głównie poprzez wysokość opłat (3600 euro za stolik VIP) oraz rezygnację z sektora dostępnego dla
hodowców ze znaczną bonifikatą. Przy skali finansowania całej imprezy przez środki pochodzące z
funduszy państwa nastąpiło pomieszanie pojęć co i czemu ma służyć. Do tego brak jakiejkolwiek
koncepcji estetycznej, ubogie dekoracje, fatalne ustawienie przekazu online, który przez trzy dni
skierowany był na dwa wejścia do toalet nikomu nie przeszkadzał. Nie przeszkadzały też organizatorom
puste trybuny co było efektem źle zaplanowanego programu. Siermiężna, brzydka scenografia z
całkowicie odsłoniętym zapleczem dopełnia ten żałosny obraz. To co zapamięta widz, który ogląda
Polski Pokaz Narodowy to niczym nie osłonięte metalowe barierki i personel techniczny regularnie
pojawiający się w głównym planie. Tu należy jasno powiedzieć, że tak niechlujnie zorganizowanego
pokazu dawno nie było. Trudno powiedzieć na co przeznaczono prawie milion euro z publicznych
środków, ale wyszło słabo.
Obecność polityków wszelkiej maści nie jest w
Janowie niczym nowym, ale obecna skala już tak. Zarówno w roku 2025 jak również obecnym, w sektorze
VIP mieliśmy tak nieliczną reprezentację hodowców prywatnych, że trudno ich było wręcz zauważyć.
Hojnie sfinansowany przez KOWR pokaz to obecnie domena urzędników KOWR, posłów i senatorów koalicji
rządzącej, różnej rangi urzędników państwowych jak główny lekarz weterynarii, który przesiedział dwa
dni w sektorze VIP nie wiadomo z jakiego powodu. Ktoś powie, że za PIS też bywał zastępca głównego
lekarza, ale miało być przecież lepiej a jest jak jest. Ilość pracowników KOWR na metr kwadratowy
Janowa przekraczała w dniach Pokazu Narodowego wszelkie dopuszczalne normy. To raczej wygląda jak
weekend spędzony w Zamku w Janowie na koszt państwa. Do tego niczym nie skrępowana radosna
wszechobecność marszałkiń Sejmu i Senatu, które pokazywały swoją przewagę wszędzie, gdzie tylko
można a dekorowane konie i Trójjedynych traktowały jak misia w Zakopanem do robienia zdjęć. Jeśli
ktoś miał jeszcze złudzenia dotyczące odpolitycznienia stadnin państwowych to po tegorocznym pokazie
musi o nich zapomnieć.
AKT DRUGI - aukcja Pride of Poland 2026
Umiarkowany sukces
- tak swego czasu tłumaczyli Stojanowska, Białobok i Trela klapę aukcji w Krakowie. Niemniej jednak
tegoroczna aukcja Pride of Poland klapą nie była i nazwanie jej umiarkowanym sukcesem byłoby jak
najbardziej na miejscu. Jednak to co zaszło po zakończeniu aukcji przejdzie do historii. Kuriozalna
konferencja prasowa z udziałem ministra rolnictwa i dyrektora KOWR rozpoczęła chocholi taniec po
Pride of Poland, który zakończył się medialną katastrofą. Potrzeba sukcesu była tak wielka, że w
komunikacie do PAP tuż po zakończeniu aukcji odtrąbiono największy sukces od dekady a fraza “konie w
Janowie sprzedano za zawrotne ceny” poszła do mediów. Dalej było już tylko gorzej, kiedy KOWR,
MRiRW, Kancelaria Premiera oraz liczne profile posłów KO zaczęły powielać ten przekaz. Ale kompletny
szczyt odklejenia od rzeczywistości osiągnął oficjalny profil PSL.
I
stało się jak w Matrixie akcja rodzi reakcję. Tydzień po aukcji ukazał się w Rzeczpospolitej
artykuł, który całkowicie zrujnował sztucznie pompowany przekaz organizatorów tegorocznej aukcji.
Skala cytowań tego tekstu zaskoczyła chyba wszystkich, a wielu osobom tylko potwierdziła, że ich
przypuszczenia co do skali tego rzekomego sukcesu okazały się trafne. Część dziennikarzy poczuła się
wprowadzona w błąd pierwszym komunikatem. W ten sposób Pride of Poland 2026 spotkała się z krytyką
na dotychczas nie spotykaną skalę. Lekceważenie opinii publicznej i wciskanie ludziom zwykłego kitu
obróciło się przeciwko organizatorom. Można było się spodziewać, że już sprawa sprzedaży embrionu
powinna uczulić organizatorów na opinię publiczną, ale poszli w zaparte a Jerzy Białobok postanowił
obrazić ekspertów, zamiast zastanowić się nad sensem samej decyzji i szkodach wizerunkowych jakie ta
oferta im wyrządza. Po drugim artykule Rzeczpospolitej kilka dni po Pride of Poland z propagandy
sukcesu została przysłowiowa “kamieni kupa”.
AKT TRZECI - Miało być “wielkie odrodzenie”, jest finansowa katastrofa. Stadniny w dwa lata straciły więcej niż za całych rządów PIS!
Ujawnienie przez Rzeczpospolitą danych dotyczących aktualnych wyników
finansowych stadnin okazało się szokiem dla opinii publicznej, która karmiona przez ostatnie lata
obietnicą wielkiego odrodzenia pod opieką Trójjedynych fachowców otrzymała sygnał, że została
wprowadzona w błąd. Stojanowska, Białobok, Trela i politycy KO/PSL na czele z Dorotą Niedzielą
napompowali balon oczekiwań i teraz sami muszą się zmierzyć z jego rozmiarem. W swoim odklejeniu od
rzeczywistości nie zwrócili uwagi na skalę nieufności jaką wzbudzili. Nie zauważyli, że przez trzy
lata ich działalności emocje społeczne się od nich odwróciły. Mając pełną świadomość jaka jest
rzeczywista skala problemów ani w roku 2023 ani w kolejnych latach nie podjęto realnych działań,
które mogą przynieść wymierne efekty ekonomiczne. Zarzucając poprzednikom karuzelę personalną, sami
tylko przyspieszyli jej obroty, gdyż Janów w ciągu trzech lat obecnych rządów ma już trzeciego
prezesa. Jednocześnie upolitycznienie zarządu Janowa za PIS chowa się przy obecnym; Leszek
Świętochowski, który zasłynął rekordową stratą w 2024 roku to czynny, prominentny polityk PSL a
Weronika Sosnowska, choć nie dopuszcza do siebie tej prawdy jest typowym partyjnym nominatem bez
wystarczającego doświadczenia. Po medialnej burzy jaka przetoczyła się ostatnio, do szerokiej opinii
publicznej dotarło wreszcie, że stadniny to nie był problem złego PIS-u ale całkiem inny i stało się
to czego można się było spodziewać już dawno. Znany dziennikarz, twórca Kanału Zero, Krzysztof
Stanowski zadał publicznie pytanie: po co polskie państwo hoduje konie?
AKT CZWARTY- Po co polskie państwo hoduje konie?
To co wydaje się oczywiste dla hodowców i miłośników
koni czystej krwi arabskiej, czyli zabezpieczenie cennych genetycznie polskich rodzin żeńskich,
kontynuacja tradycji hodowlanej oraz dostarczanie materiału zarodowego do krajowej hodowli, nie jest
absolutnie czytelne dla przeciętnego obywatela, który o państwowej hodowli słyszy sporadycznie.
Pompowany od lat 60. mit sprzedaży polskich koni arabskich za granicę rodzi w obecnej sytuacji
pytania o sens utrzymywania tej hodowli.
Wbrew potocznemu mniemaniu państwo
polskie nie utrzymuje stadnin wprost jak na przykład muzeów czy innych jednostek budżetowych.
Stadniny w chwili ich powołania po II wojnie światowej zostały wyposażone w majątek w postaci
gospodarstw rolnych, który ma służyć utrzymaniu koni. Hodowla koni była, jest i będzie deficytowa i
sama z siebie nigdy się nie utrzyma. Prawidłowo prowadzona gospodarka powinna zapewnić stabilność
finansową na takim poziomie, aby pokryć koszty hodowli. Z tego powodu sprzedaż nadwyżki hodowlanej
powinna być już zyskiem, aby najlepsze wyhodowane konie można było wcielić do elitarnego stada
hodowlanego.
Na przestrzeni ostatnich 20 lat doszło do licznych
zaburzeń w tym systemie, głównie z powodu złych założeń nadzoru właścicielskiego. To z czym mamy do
czynienia obecnie to już jest całkowita patologia. Nadzór jest zepsuty do szpiku kości,
niekompetentny i upolityczniony. Środowisko hodowców nie jest czynnikiem stabilizującym dla sensu
istnienia stadnin, gdyż jest konsekwentnie odsuwane od wpływu na państwową hodowlę. Trójjedyni,
którzy przez lata kreowani byli na liderów i autorytety pozostają przy hojnych pensjach dla siebie i
swoich klientów tworząc hermetyczną grupę interesariuszy.
Z licznych
wypowiedzi polityków nie wynika jasna odpowiedź po co polskie państwo hoduje konie. Cytując ostatnie
wypowiedzi dyrektora KOWR i ministra to głównie po to aby zapewnić dobrostan załogi (aby nie była
zniechęcona i sfrustrowana jak w Janowie) czy też zapewnić hojne wynagrodzenie Trójjedynym za
niewątpliwy wkład w walkę z PIS-em i innymi urojeniami. Do tego minister stwierdził w oficjalnym
piśmie, że pure Polish nie istnieje i jest to jedynie chwyt marketingowy z lat
80.
Konia z rzędem temu kto wytłumaczy Krzysztofowi Stanowskiemu i reszcie
naszego poza końskiego społeczeństwa po co polskie państwo hoduje konie! A najlepiej, aby to zrobili
ci, którym polskie państwo wypłaca rocznie prawie półtora miliona złotych za to
hodowanie….
EPILOG
“Wpis na listę UNESCO podniósłby rangę i rozpoznawalność
Stadniny w Janowie” taki tytuł nosi wywiad, którego udzieliła Weronika Sosnowska portalowi Słowo
Podlasia. Wynika z niego, że pod patronatem Marszałek Doroty Niedzieli będzie się mówiło przed
wyborami w roku 2027 o wpisaniu Janowa na listę UNESCO. Jednak z treści wywiadu nie wynika, jakieś
głębsze zrozumienie tematu i obawiam się, że podobnie jak narracja o spektakularnej odbudowie tak i
wniosek do UNESCO okaże się wyłącznie zabiegiem
PR-owym.
Opinie wyrażane w tekstach publikowanych na stronie purepolishsociety.com są osobistymi ocenami autorów
Hanna Sztuka
swoją przygodę z końmi rozpoczęła jako zawodnik WKKW, a następnie instruktor i trener PZJ
m.in. w tej dyscyplinie sportu. Jako trener w CHKJ "Halicz" uczestniczyła w projekcie Akademii
Rolniczej w Lublinie, kierowanym przez prof. Ewalda Sasimowskiego nadzorując przygotowanie kuców
felińskich do próby dzielności.
Hanna Sztuka to hodowca koni
arabskich z wieloletnim doświadczeniem. Kierowała hodowlą w stadninie Tarus Arabians a następnie
Agricola Farm, gdzie urodził się zwycięzca Derby ogier Eliat oraz znane klacze Bajaderka czy
Valeriana. W latach 2016-2018 była głównym hodowcą w Stadninie Koni Michałów a w latach 2021-2024
kierowala Stadniną Koni Białka.
Jej zasługą jest wyhodowanie w Michałowie takich koni jak
Ferrum (czempion Polski, złoty medalista Czempionatu Europy), EL Esmera (Czempionka Polski& Best
in Show, złota medalistka Czempionatu Europy, Narodowa czempionka UAE 2024, brązowa medalistka GCAT
Ajman 2025, złota medalistka Sharjah International Festival 2025), Elmedida (brązowa medalistka
Czempionatu Europy), El Madera (czempionka Europy klaczy starszych), Florissima i Elgarolia, które
zdobyły złote medale w Pokazie Narodowym. A także ogiera Ptolemeusz srebrnego medalisty Czempionatu
Europy i klaczy Emarella Narodowej Czempionki Kataru oraz brązowej medalistki GCAT w katarze
2024. Hanna Sztuka obecnie jest aktywnym członkiem PZHKA oraz sekretarzem Towarzystwa Hodowli
Polskiego Konia arabskiego a także autorką licznych publikacji na temat historii i hodowli koni
czystej krwi arabskiej.




