BIBLIOTEKA
Pianissima i El Dorada: biotechnologia w służbie hodowli, czyli zarodki na wyprzedaży
Autor: Marta
Borowska
Artykuł pochodzi z czasopisma "Konie i Rumaki" z 2018 roku opublikowanego w dziale "Arabskie Motywy". Na końcu tekstu znajdują się oryginalne skany.
Okładka miesięcznika "Arabian
Horse World” z września 2007, ze zdjęciem Pianissimy i El
Dorady
Zawrotne sumy uzyskiwane na światowych aukcjach za
embriony koni arabskich, czyli za konie, które być może urodzą się w przyszłości, jednych dziwią, a
innym rozpalają wyobraźnię. Dlatego warto powrócić pamięcią do nieodległych czasów, gdy to Polska
była tych embrionów ważnym dostawcą, a handel nimi trwał w najlepsze. Na jakich zasadach się
odbywał? To rzecz nadal owiana tajemnicą, o której krążą rozliczne plotki. Należy też dodać, że
handel embrionami dotyczył wyłącznie najlepszych
polskich klaczy, choćby słynnej
janowskiej Pianissimy czy wcale nie mniej cennej michałowskiej El Dorady. To one właśnie mogą
stanowić przykład patologii – bo tak właśnie należy nazwać handel „arabskimi” embrionami ze stadnin
państwowych. Klacze te były bohaterkami okładki pisma „Arabian Horse World” z września 2007 r.
Fotografi a autorstwa Stuarta Vesty’ego przedstawia Pianissimę i El Doradę razem, na amerykańskiej
ziemi. To o nich i ich „wycieczce” do Stanów miesięcznik „Forbes” pisał w numerze 9/2009 w artykule
pt. Arabska Barbie. O sprzedaży zarodków czytamy tam: „(…) słynąca z najlepszych klaczy stadnina w
Janowie Podlaskim otwiera się na światowe trendy hodowlane i przede wszystkim nowe źródła
przychodów”. Dalej autor artykułu, przywołując opinie swego rozmówcy, Jerzego „George’a Z”
Zbyszewskiego („konsultant i agent polskich stajni w USA”), tłumaczy: „Dużą popularnością cieszy się
również program dzierżawy: za kwotę 20–150 tys. dol. rocznie najlepsi hodowcy mogą „wypożyczyć”
polskie konie. W tym czasie zapewniają im najlepsze warunki i promują je w konkursach. (...)
Amerykański hodowca, który dzierżawił klacz El Dorada (Sanadik El Shaklan/Emigrantka), wypłukał z
niej 3 embriony. Jej córkę Elle Doradę po ogierze Enzo sprzedał do Brazylii za milion dolarów, na
ogierka El Palacio VO znalazł kupca w Emiratach Arabskich za 400 tys. dol., a trzecie źrebię
zachował we własnej stajni. (…) Wypłukane dotąd w USA cztery embriony Pianissimy sprzedały się
średnio po 100 tys. euro każdy”.
Pianissima po raz pierwszy wyjechała za ocean na dwa lata, od września 2005 do grudnia 2007 r. W umowie dzierżawy pośredniczył, jak już wiemy, wspomniany wcześniej Jerzy Zbyszewski. Trójkoronowana klacz, zdobywczyni najważniejszych w tej branży tytułów Czempionki Pucharu Narodów, Czempionki Europy i Czempionki Świata z 2004 roku, trafi ła do Jeff a Sloana, który stanął potem (od 2008) za spółką Pride of Poland LLC funkcjonującą w USA (informacje na ten temat można znaleźć w sieci). Kierujący w owym czasie Janowem Marek Trela przekonywał, już po swoim odwołaniu w 2016, w wywiadzie dla „Polska The Times”: „Jak można jeszcze lepiej zabezpieczyć klacz, jeżeli jest ona ubezpieczona na ustaloną sumę – zwykle między 300 a 500 tys. euro – jeżeli dostaje się za dzierżawę grube pieniądze i jeszcze po tym wszystkim ma się konia? Jaki można lepszy interes zrobić? Uzyskuje się z tej transakcji tyle pieniędzy, ile by się uzyskało ze sprzedaży tego konia, a przecież po dzierżawie ma się go z powrotem, i to jeszcze wypromowanego na świecie”.
Przypomnijmy więc raz jeszcze: chodzi tu o klacz, którą, o czym głośno było w mediach po jej śmierci w 2015, wyceniono na 3 mln euro.
Wymienione m.in. w artykule „Forbesa” kwoty, podawane mniej czy bardziej ściśle, od lat wywołują emocje arabiarzy, a skoro temat handlu embrionami powraca na forach internetowych, warto, w świetle opisywanych wydarzeń, postawić publicznie kilka pytań. Choćby takie: Jak można bardziej jeszcze wypromować klacz trójkoronowaną? Jak wyglądał zysk dla Janowa za dzierżawę tej klaczy? Kto zarobił na tej umowie? I wreszcie: w jakim naprawdę celu wydzierżawiona została Pianissima?
Pierwsze pytanie, będące retorycznym, w zasadzie nie wymaga odpowiedzi, bo nie da się jeszcze bardziej wypromować klaczy powszechnie uznawanej już wówczas za najpiękniejszą klacz świata. Idźmy więc dalej. Zysk dla Janowa? Otóż, podobno, Pianissimę wydzierżawiono do USA za... 100 euro rocznie (słownie: sto). A więc przychód dla stadniny to 200 euro! Taką sumę podają sobie z ust do ust hodowcy i niestety jestem skłonna im uwierzyć. W ramach tych kosztów dzierżawcy przysługiwało prawo do pobrania dwóch embrionów w każdym roku, czyli zapłacił stadninie po 50 euro za sztukę. Za takie pieniądze każdy polski hodowca chętnie by wydzierżawił Pianissimę, ale szansę dano tylko Jeff owi Sloanowi... W tym kontekście „duma” zawarta w nazwie spółki „Pride of Poland LLC” brzmi mocno dwuznacznie. Duma z czego? Dla precyzji dodam, że (jak słychać) w umowie o dzierżawie Pianissimy do USA była także mowa o garści słomek z mrożonym nasieniem. Szczegóły tej umowy niech jednak tropią dziennikarze śledczy oraz historycy, którzy analizować będą zyski i straty z niej wynikające. Dla nas istotniejsze jest to, że klacz wróciła do Polski jałowa (embriony pobierano od trzylatki – pierwsze źrebięta, klacze EVG Piassondra i Nismat Al Bidayer, przyszły na świat w 2007). Naprawdę niełatwo odpowiedzieć sobie na pytanie, co zyskała stadnina janowska. Dzięki „Forbesowi” wiemy za to, ile zyskał dzierżawca: średnio po 100 tys. euro za embrion. Nawet jeśli odejmiemy koszty utrzymania klaczy, to trudno nie odnieść wrażenia, że amerykański hodowca zbił dzięki uprzejmości dyrekcji Janowa doskonały interes. Tak więc, podsumowując, bez odpowiedzi musi pozostać pytanie, w jakim naprawdę celu wydzierżawiona została Pianissima.
Przejdźmy do drugiej bohaterki okładki „Arabian Horse World”, El Dorady. Dwa uzyskane od niej źrebaki jej dzierżawca Manny Vierra sprzedał, jak podał „Forbes” za (w sumie) milion czterysta tysięcy dolarów. A co z tej dzierżawy miał Michałów? Aby pokusić się o odpowiedź na to pytanie, musimy odwołać się do wiewiórek i wróbelków spod Pińczowa, które ćwierkają o 20 tys. euro za dwuletnią dzierżawę klaczy, z nieograniczonym prawem do pobierania embrionów. Jeśli to prawda, to znów jakoś nie chcą się pojawić owe „grube pieniądze”, o których mówił Marek Trela... Mamy, owszem, kolejnego benefi cjenta, ale ciężko byłoby za takowego uznać polską stadninę, w której dziś stacjonuje co prawda wspomniany w „Forbesie” potomek El Dorady El Palacio VO, ale stanówki tym ogierem Michałów kupować musi od jego właściciela.
Ani Pianissimy, ani El Dorady nie ma już z nami, brykają po szczęśliwszych pastwiskach. Najcenniejsze swoje potomstwo pozostawiły za oceanem, gdzie przyniosło swym hodowcom, prócz (zapewne) licznych satysfakcji, bardzo wymierne zyski. Za wynagrodzenie, które trafi ło do Janowa, można za to sprawić sobie bardzo porządną ramkę na słynne zdjęcie Vesty’ego. Bo już samego zdjęcia za tę sumę raczej się od tego fotografa nie kupi.






