HODOWCY

Finis coronat opus! Koniec epoki gigantów

Hanna Sztuka 

w rocznicę śmierci Andrzeja Krzyształowicza i Ignacego Jaworowskiego 

Andrzej Krzyształowicz 2.04.1915 Wiedeń - 19.09.1998 Janów Podlaski 
Ignacy Jaworowski 14.01.1924 Nowe Wrońska - 18.09.2004 Michałów 

Janów Podlaski, 11.06.1997 r. (fragment listu Andrzeja Krzyształowicza do Ignacego Jaworowskiego) 
Drogi Ignacy
……. odchodzisz na należną i solidnie zapracowaną emeryturę! Zacząłeś swoją pracę z końmi prawie 50 lat temu. Nasze życie mimo że przez większość czasu dzieliła nas spora odległość, przebiegało równolegle, właściwie bardzo blisko siebie, a często stykały się nasze działania. Osiągnąłeś w życiu to o czym marzy każdy hodowca zaczynając pracę, satysfakcję masz pełną!
Przeżyliśmy w tej pracy różne czasy, różne organizacje, różnych przełożonych i współpracowników, ale robiłeś zawsze to do czego zobowiązywało Cię poczucie obowiązku, odpowiedzialności i to co kochałeś, czego się podjąłeś przychodząc do pracy “w koniach”! 
Życzę ci serdecznie przede wszystkim zdrowia dla Ciebie i dla Twoich Najbliższych, spokoju i możliwości przebywania między Twoimi wychowankami bez stresów, że nie idzie tak jakbyś sam chciał to zrobić. Z tym musimy się pogodzić, zmiana pokoleń, zmiana causów, zmiana warunków pracy i tylko spokój i nie przejmowanie się tym co niosą nowe czasy, może tą naszą emeryturę zrobić naprawdę zasłużonym odpoczynkiem. (...)
Za zaproszenie bardzo dziękuję, ale 21-go bm, na Twoim pożegnaniu nie będę - wybacz mi ! Myślami będę z Tobą w tym dniu, bo rozumiem teraz co to znaczy koniec najważniejszego etapu w życiu człowieka, koniec pracy zawodowej po prawie 50-ciu latach jej wykonywania w jednym “warsztacie” ! Odchodzi się na “boczny tor” z tego trzeba zdać sobie sprawę. (...) 
Liczę, że jeszcze  zdrowie pozwoli mi być kiedyś jeszcze w Michałowie, a powinniśmy się zobaczyć w Janowie na czempionacie i aukcji, gdzie będziemy występowali już jako: wolni strzelcy”, nie zaangażowani bezpośrednio. (...) 

Andrzej Krzyształowicz z klaczą Bandola, Janów Podlaski lata 60. XX w, fot.Włodzimierz Puchalski, źródło; Koń Polski Rok XIX Nr 4 (76) 1984

Monika Luft - dziennikarka, hodowczyni koni arabskich 

(...) Ci dwaj charyzmatyczni hodowcy, uchodzący w środowisku za postaci “większe niż życie”, które zmieniły bieg historii hodowli koni arabskich, co omówino w niezliczonej ilości artykułów, mieli wyjątkowo silne osobowości. “ Odszedł od nas na zawsze człowiek - legenda inż.Andrzej Krzyształowicz ( Koń Polski Nr10/1998). Wraz z nim odchodzi pewna epoka, czas ludzi takich jak on, ludzi o szlachetnym i niezłomnym charakterze i wielkim sercu, odpowiedzialnych, który służbę dla kraju i sprawy stawiał ponad wszystko (...) Wychował pokolenia koni, które rozsławiły imię polskiej hodowli na całym świecie i stały się żywym pomnikiem Jego pamięci.” (...)

O Ignacym Jaworowskim pisano podobnie. ”Był wzorem uczciwości, prawości i patriotyzmu. Jego wpływ na hodowlę polską i światową był olbrzymi. Choć był wielkim hodowcą, miał wiele pokory wobec trudnej sztuki, jaką jest hodowla koni”- tak żegnali go współpracownicy z Michałowa.(...)

(...) Nic więc dziwnego, że sylwetki obu dyrektorów przesłoniły wszelkie inne aspekty dziejów stadnin w Janowie i Michałowie tamtego czasu i niewątpliwie ułatwiły idealizację tych placówek jako istniejących niejako poza uwarunkowaniami historycznymi. Jednak, w peerelowskiej rzeczywistości, jeśli istniały takie enklawy wolności, to raczej nie w państwowych przedsiębiorstwach.(...) (Luft Monika “ Arabska awantura od Emira Rzewuskiego do Krzysztofa Jurgiela” LTW 2021)

Lista gratulacyjny dla Andrzeja Krzyształowicza od amerykańskiego stowarzyszenia KORONA za wyhodowanie zwycięzców nagrody Best in Show: 1993 - Pamir, 1994 - Etogram, 1995 - Albula, 1996 - Batyskaf , źródło; Araby w Polsce / Koń Polski wydanie specjalne do numeru 8/97 

Andrzej Osadziński - wieloletni dyrektor PSO Bogusłwice

(…)Andrzej Krzyształowicz urodził się 2 kwietnia 1915 roku w Wiedniu. Ponieważ jego ojciec był dyrektorem ordynacji łańcuckiej, w Łańcucie Andrzej przeżył początki swojej młodości. Tam też rozpoczął naukę w gimnazjum. Po kilku latach przeniósł się do Rzeszowa a potem do Lwowa, gdzie w 1933 roku czekała go matura. Andrzejowi groziło niedopuszczenie do egzaminów, ponieważ nie miał zielonego pojęcia o matematyce ( to cecha została mu zresztą do dzisiaj). I wówczas po raz pierwszy w życiu przyszły mu w sukurs konie. Zdobył się na sprytny fortel, wmawiając profesorowi, że po maturze idzie do kawalerii. Wiadomo - po co kawalerzyście matematyka? Andrzej został do egzaminów dopuszczony i tym sposobem wyszedł z murów lwowskiego gimnazjum ze świadectwem dojrzałości w kieszeni. Prawdziwym jednak marzeniem Andrzeja był nie koń, a samolot. Wbrew temu co wmawiał profesorowi, zgłosił się na ochotnika do służby w lotnictwie. Niestety, a może na szczęście, został odrzucony przez komisję lekarską. Wówczas za namową ojca zdecydował się na studia rolnicze. Ojciec chcąc syna jak najbardziej usamodzielnić, wysłał go do odległego Poznania, gdzie został przyjęty na Wydział Rolniczo-Leśny Uniwersytetu im.Adama Mickiewicza.(...) Andrzej wybrał jako specjalizację hodowlę koni u prof.Tadeusza Vetulaniego. 

W 1937 r. profesor pchnął Andrzeja na trzymiesięczną praktykę do Janowa, o którym wcześniej nawet w ogóle nie słyszał. Tutaj dostał się po wybitnie fachową, ale twardą rękę dyrektora Stanisława Pohoskiego. (...) W 1938 r. Andrzej zakończył pracę na temat Stadniny w Janowie i w czerwcu otrzymał dyplom. Ta trzymiesięczna praktyka janowska była pierwszym kontaktem Andrzeja ze stadniną, z którą w przyszłości los związał go na większość życia. W tym czasie rodzice Andrzeja przeprowadzili się do Surochowa, gdzie ojciec prowadził stadninę czystej krwi angloarabów, administrując jednocześnie majątkiem Czartoryskich - Pełkiniami. Świeżo upieczony inżynier Andrzej Krzyształowicz zjechał do Surochowa. Traf chciał, że spotkał tam amerykańskiego hodowcę p.Babsona, którego p.Czartoryski polecił zawieźć na wyścigi do Lwowa. Andrzej występując w charakterze kierowcy, wiózł jeszcze oprócz niego dra Skorkowskiego i swojego ojca. W drodze p.Babson zaproponował Andrzejowi angaż do swojej stadniny w USA. Propozycja była ponętna i Andrzej się do niej zapalił, szybko jednak ostudził go własny ojciec, który co prawda wyraził zgodę, ale postawił warunek wcześniejszego odbycia co najmniej rocznej praktyki w porządnej polskiej stadninie.

Za aprobatą panów Witolda Pruskiego (ówczesny naczelnik Wydziału Chowu Koni w Ministerstwie Rolnictwa) i Stanisława Pohoskiego 1 grudnia 1938 r. Andrzej ponownie wylądował w Janowie, gdzie zupełnie niespodziewanie otrzymał nominację na zastępcę dyrektora. Początki jego pracy były ciężką szkołą życia. Na skutek poważnej choroby dyr.Pohoskiego, musiał faktycznie pełnić obowiązki szefa stadniny. Pierwsza mobilizacja w marcu 1939 r. pochłonęła większość janowskich masztalerzy. Andrzej z niewielką grupą ludzi i młodym niedoświadczonym jeszcze lekarzem weterynarii uwijali się jak w ukropie, żeby podołać nawałowi pracy związanej z okresem wyźrebień, leczeniem koni, jak również pozostałymi dyrektorskimi obowiązkami.
 
W czasie drugiej, wrześniowej mobilizacji, dyr.Pohoski przebywał w Moskwie, skąd wrócił dopiero 4 września. (...) 11 września, nadszedł rozkaz ewakuacji koni w kierunku południowo-wschodnim, czyli do Rumunii. Doszli pod Kowel (...) widząc bezsens, całego przedsięwzięcia. W trakcie drogi dotarły do nich wiadomości o śmierci dyrektorów: Tadeusza Nosarzewskiego ( pod Maciejowicami), Kaliksta Sosnowskiego w Białce i Władysława Siemińskiego, który zginął pod Nowym Miastem wraz ze wszystkimi swoimi ogierami czołowymi. Z wojennej wędrówki wrócili do Janowa 24 września. Następnego dnia wkroczyła czołówka wojsk radzieckich dowodzona przez oficera w stopniu pułkownika. Tenże pułkownik zaproponował Andrzejowi oraz inż.Adamowi Sosnowskiemu, który był w tym czasie razem z nim, wymarsz z końmi do ZSRR. Z propozycji nie skorzystali i opuścili Janów. Po kilku dniach wrócili ale nie zastali już koni. 

W połowie października przyjechał do stadniny znany niemiecki hodowca, dr Gustaw Rau (...) który otrzymał zadanie kierowania hodowlą na terenach podbitych przez Niemców. G.Rau mianował komendantem stadniny niemieckiego pułkownika, który początki swej pracy poświęcił porządkowaniu zdewastowanego obiektu oraz odszukiwaniu zaginionych koni. Ponieważ nikt z byłej kadry administracyjnej nie został przyjęty do pracy, Andrzej wrócił do swoich rodziców zamieszkujących w Pełkiniach. W styczniu 1940 r. dostał wiadomość od inż.Tadeusza Marchowieckiego, że jest możliwość otrzymania pracy w Janowie. Bez namysłu przyjechał i przyjął stanowisko koniuszego w Stadzie liczącym około 15 ogierów. (...) Praca nie była lekka, dlatego, że Janów został kompletnie ogołocony ze wszelkiego sprzętu, jak siodła, trenzle, uździenice itp. (...) Akcja odnajdywania koni trwała dalej. Między innymi ze znanych janowskich ogierów do swoich boksów wróciły Witraż i Wielki Szlem.

W 1943 r. Andrzej objął stanowisko koniuszego w Stadniny ( w tym czasie w Janowie było zarówno Stado Ogierów, jak i Stadnina). Po śmierci dyr.Pohoskiego, która miała miejsce wiosną 1944 r. Andrzej dostał nominację na tzw.asystenta technicznego stadniny. 

W lipcu 1944 r. rozpoczęła się druga ewakuacja, tym razem na zachód. (...) Okres pobytu koni w Niemczech należał do wyjątkowo trudnych. Brak paszy, stajen, pastwisk i sprzętu dawał się poważnie we znaki. W listopadzie 1946 r. konie drogą morską wróciły do kraju. Stadninę składającą się ze 128 klaczy (39 oo, 71o i 18 xo) i ok.100 źrebaków zlokalizowano w Posadowie. Dyrektorem był wówczas Czesław Hincz, a kierownikiem Andrzej Krzyształowicz. Dopiero po upływie 4 lat, tj. w 1950 r. stadnina wróciła do Janowa, niestety jednak bez koni czystej krwi. Te zostały rozczłonkowane pomiędzy dwie nowo stworzone stadniny w Michałowie i Nowym Dworze (autor pominął Albigową przyp.red.).

Z Posadowa do Janowa razem z Andrzejem przyjechało tylko trzech ludzi. Dwóch praktykantów, Ignacy Jaworowski i Czesław Sikora, oraz jeden masztalerz, Wacław Niewęgłowski. Pozostali janowscy masztalerze w przeważającej części wrócili wcześniej, jeszcze kiedy konie przebywały w Niemczech. 

Andrzej Krzyształowicz, Janów Podlaski, lata 70. XX w, źródło: archiwum autorki

Na starych śmieciach Andrzej rozpoczął pracę jako zastępca dyrektora ds.hodowli koni. W grudniu 1951 r. (...) płk Stanisław Arkuszewski, mianował Andrzeja rejonowym inspektorem hodowli koni na województwa południowe, z siedzibą w PSO Białka. W 1956 r. (...) do Janowa jeszcze raz powrócił. Przez dwa lata był zastępcą J.Szawlińskiego i wreszcie 1 stycznia 1958 r. otrzymał nominację na dyrektora.(...)  Na emeryturę przeszedł w roku 1991 (przyp.red. ; konie arabskie powróciły do Janowa w latach 1960-1961 a więc po 17 latach przerwy.) (Osadziński Andrzej “70-lecie urodzin inż.Andrzeja Krzyształowicza” Koń Polski Rok XIX Nr4(76) 1984 - wybrane fragmenty artykułu) 

Andrzej Krzyształowicz i Izabella Pawelec-Zawadzka, z klaczą Algeria, Janów Podlaski lata 90. XX w, fot.Jenny Lees, źródło archiwum autorki

Monika Luft  - dziennikarka, hodowczyni koni arabskich 

(...) Ignacy Jaworowski, wyznaczony na stanowisko dyrektora Stadniny Koni Michałów w 1959 roku, pochodził z rodziny ziemiańskiej (herbu Lubicz). Urodził się w 1924 we Wrońskach k.Płońska, maturę zdał podczas okupacji na tajnych kompletach w Warszawie. Równolegle podczas okupacji uczył się w dwuletniej szkole rolniczo-ogrodniczej i podchorążówce. Żołnierz AK, w powstaniu Warszawskim walczył w Śródmieściu; posługiwał się pseudonimem “Seweryn”. Studia na SGGW ukończył w 1948. Pracował kolejno w Posadowie i Janowie Podlaskim (gdzie zetknął się z Andrzejem Krzyształowiczem) oraz w Klemensowie-Michalowie. Od 1951  był kierownikiem tej ostatniej stadniny. Oddelegowany do Stadniny Koni Michałów, zawitał do niej wraz z końmi z Klemensowa, w sierpniu 1953 i prowadził tamtejszą hodowlę nieprzerwanie do 30 czerwca 1997 roku, a więc przez 44 lata. Dla niego arab był sublimacją urody. Wyselekcjonował stado michałowskie, tworząc jedno z najpiękniejszych stad na świecie. W 1992, w Scottsdale w Arizonie, przyznano mu prestiżową nagrodę w dziedzinie hodowli i użytkowania konia arabskiego… W 2004 roku otrzymał doktorat honoris causa krakowskiej Akademii Rolniczej. (Luft Monika “ Arabska awantura od Emira Rzewuskiego do Krzysztofa Jurgiela”LTW 2021)

Ignacy Jaworowski , Michałów lata 70. XX w, żródło; www.stadninamichalow.pl

(...) Kto cię poprowadzi dalej, polski koniu arabski? 
Wielki Mistrz Odchodzi na emeryturę …

(...) W hodowli konia arabskiego Michałów już dawno zdystansował słynną stadninę w Janowie Podlaskim i posiada absolutny rekord w ilości zdobytych  “czempionatów” w Polsce, w USA, w Kanadzie, we Francji, Holandii, Szwecji i innych częściach świata. Wszystko to dzięki wytrwałości, wiedzy, umiłowaniu zawodu i tej jakiejś “żyłce hodowcy” czy też jak kto woli “iskrze bożej”, naszego kolegi ze studiów na SGGW, dotychczasowego znakomitego dyrektora michałowskiej stadniny, mgr inż.Ignacego Jaworowskiego. (...) Michałów nie od razu miał swoją wiodącą krajową i światową pozycję. To co ma teraz zawdzięcza niewątpliwie Ignacemu Jaworowskiemu. Ten nasz kolega, absolwent okupacyjnego liceum rolniczego, które prowadził Profesor Jan Rostafiński w Warszawie (...) a następnie magistrant tegoż Profesora, był chyba “na końskiej skórze urodzony”, jak mawiał nasz wspólny przyjaciel Andrzej Żółkiewski. Trzeba doprawdy mieć serce i rękę do koni, bo sama wytrwałość i wiedza teoretyczna nie wystarczą, żeby osiągnąć takie rezultaty. Nie byle jaką część tych rezultatów było dane mi zobaczyć na uroczystym przeglądzie hodowlanym Stadniny Koni w Michałowie, zorganizowanym w dniu 21 czerwca 1997 roku, dla uhonorowania zasług Ignacego Jaworowskiego, z okazji jego przejścia na emeryturę.(...) Rolę herolda pełniła z dużym wdziękiem pani Izabella Pawelec-Zawadzka. Rodowody niektórych koni sięgały aż do roku 1817, do pierwszych rejestrowanych przodków, sprowadzonych z krajów arabskich przez księcia Sanguszkę do Sławuty. Wspomniany wyżej Profesor Rostafiński opowiadał nam na wykładzie jak równe sto lat później innego księcia Sanguszkę włóczono za nogi po podwórzu w Slawucie jego ukochanymi arabami. (...) Jego pomysłem i sukcesem było odtworzenie w hodowli tradycyjnej polskiej maści koni tarantowatych ( na tarancie jeździł hetman polny Stefan Czarniecki). Zobaczyliśmy te konie na końcu przeglądu, a po nich jeszcze słynne krowy rasy Jersey i tarantowate kucyki. Zapoczątkowanie hodowli tych krów w Polsce to też był, uwieńczony sukcesem pomysł Ignacego. (...) Kończył się 21 czerwca 1997, początek astronomicznego lata i najdłuższy dzień roku … Od tej daty dnia zacznie ubywać … Czy także przygasać zacznie blask wspaniałej Stadniny w Michałowie ? Życzę jej serdecznie aby tak nie było. (prof.Andrzej Brudzyński, Agricola nr 35, 1997)

Ignacy Jaworowski z klaczą Estrada , Michałów lata 80. XX w, fot.Van Lent, źródło: www.stadninamichalow.pl

Miłość do koni jest darem - Ignacy Jaworowski odchodzi na emeryturę

(...) W Michałowie koło Pińczowa dano mi kawałek ziemi z zabudowaniami, po częściowo rozparcelowanym majątku Dębińskich i kazano stworzyć Państwową Stadninę Koni. Przywiozłem ( z Klemensowa, przyp.red.) 22 klacze miernej wartości w większości pochodzące z prywatnych majątków upaństwowionych w ramach reformy rolnej. (...) Początki były trudne. (...) Wychowałem dwa tysiące koni. Wszystkim nadałem imiona. Jestem szczęśliwy, bo odchodzę w chwili największego rozkwitu stadniny. (...) Dostanę tu kawałek etatu, jako doradca hodowlany. Będę pomagał swojemu następcy. Jak urodzi się w stajni źrebak, to obojętnie kto będzie dyrektorem. Najważniejsze, aby utrzymać wysoką pozycję stadniny (...) (Gazeta Wyborcza 1997, P.Ryń)

Ignacy Jaworowski z nagrodą w USA , 1992, źródło; Wikimedia Commons

Hanna Sztuka - hodowczyni koni arabskich, autorka tekstu

Bohaterów niniejszego tekstu; Ignacego Jaworowskiego i Andrzeja Krzyształowicza poznałam właściwie na rozstaju dróg. Kiedy ja wchodziłam w świat hodowli koni arabskich oni już z niego odchodzili. Miałam jednak to wielkie szczęście, że na początku mojej drogi jako hodowcy spotkałam, bez wątpienia najwybitniejszego hodowcę koni czystej krwi w historii, emerytowanego już wtedy Ignacego Jaworowskiego. Przez kilka wspaniałych lat spotykaliśmy się w Michałowie czy Janowie i wtedy miałam możliwość czerpania z zasobu jego wiedzy i doświadczenia. Te rozmowy o hodowli, o metodach, o filozofii hodowli, o typie konia michałowskiego na zawsze ukształtowały moją własną postawę jako hodowcy. Ignacy Jaworowski nie wahał się pokazywać swoje preferencje i gust do pewnego typu konia i takiego konia przez lata pracy w Michałowie wyhodował. Ten typ konia był mi bliski i taki pozostał do dnia dzisiejszego. Jednocześnie łączyło nas zainteresowanie szeroko pojętym rolnictwem; rekultywacja i prowadzenie pastwisk, poprawa jakości paszy jako podstawy hodowli, poszukiwanie naturalnego białka w paszach, bydło mleczne i najnowsze metody hodowlane. Ignacy Jaworowski przywiązywał wielką wagę do ciągłości polskiej hodowli w stadninach państwowych, która w zmieniającym się świecie była zagrożona utratą własnej tożsamości. Zawsze z wielką klasą i życzliwością odpowiadał na każde pytanie i dzielił się swoją wiedzą, chętnie i bez uprzedzeń do hodowców prywatnych. 

El Medida, klacz z rodziny Milordki, wyhodowana przez autorkę artykułu dla Stadniny Koni Michałów jest moim hołdem dla Ignacego Jaworowskiego, który michałowski typ saklavi uczynił sławnym na całym świecie 

Następstwo pokoleń to jeden z nieodłącznych elementów dziedzictwa kulturowego. Jak ważne jest przekazywanie wiedzy z pokolenia na pokolenie przekonujemy się zwykle dopiero kiedy jest za późno aby poprzednikom zadać pytania, na które sami nie znamy odpowiedzi. Tak też jest w przypadku tytułowych “gigantów polskiej hodowli”. Dziś liczba osób, które miały możliwość osobiście ich poznać i czerpać wiedzę z ich doświadczenia jest nieuchronnie coraz mniejsza. Rzadziej też przypominany jest ich dorobek, gdyż po niemal 30. latach, w hodowli mamy całkiem nową rzeczywistość. 

Andrzej Krzyształowicz z Anną Stefaniuk, Janów Podlaski lata 80. XX w. źródło; archiwum autorki

Andrzeja Krzyształowicza poznałam tak naprawdę podczas pracy nad materiałami dokumentującymi wojenne losy polskich koni arabskich. Znałam go oczywiście wcześniej z licznych opowiadań osób, które znały go osobiście ale dopiero opracowanie wojennej epopei polskich koni a także historii budowy powojennej hodowli w stadninach państwowych, pozwoliło mi bliżej poznać tego wyjątkowego człowieka. Z uwagi na fakt, że Janów był zawsze lepiej opisany, częściej odwiedzany przez licznych gości, był i jest do dzisiaj miejscem słynnej na cały świat aukcji, postać Andrzeja Krzyształowicza jest dużo szerzej zapamiętana niż Ignacego Jaworowskiego. 

Przypominając obydwu “gigantów hodowli” w rocznicę ich śmierci pragnę tym samym złożyć im należny hołd jako wybitnym hodowcom, którzy w nieustającym łańcuchu pokoleń przenieśli kresowe dziedzictwo polskiej hodowli przez trudne lata komuny i pozostawili po sobie dobrą pamięć, do której zachowania zachęcam wszystkich czytelników. 

List gratulacyjny od Towarzystwa Hodowców Koni Arabskich dla Ignacego Jaworowskiego z okazji przejścia na emeryturę

Lista gratulacyjny od Andrzeja Grzybowskiego dla Ignacego Jaworowskiego z okazji przejścia na emeryturę 

Więcej na temat biografii Andrzeja Krzyształowicza i Ignacego Jaworowskiego:

Copyright © 2020
projekt IRN Multimedia
oprogramowanie choruzy.pl

Strona wykorzystuje COOKIES w celach statystycznych, bezpieczeństwa oraz prawidłowego działania serwisu.
Jeśli nie wyrażasz na to zgody, wyłącz obsługę cookies w ustawieniach Twojej przeglądarki.

Więcej informacji Zgadzam się